top of page

PANI JR TIME MANAGER kontra 24h/dobę

Nie będę się wymądrzać… nie ogarniam. Próbuję! Kombinuję. Latam wszędzie z wywieszonym językiem. I kiedy kolejny raz wyprzedzam ludzi na ulicy lub wchodzę do mieszkania obładowana torbami jak handlarka to zastanawiam się, czy zarządzanie czasem to aby na pewno kwestia umiejętności, czy może po prostu osobowości? Czy ja już zawsze będę skazana na ten wywieszony język, szybki krok i toboły?

Junior time manager. Któż to taki? Na potrzebę tego posta – każdy, kto próbuje za wszelką cenę swoim czasem zarządzić. Bo, jak wie każdy pracownik korporacji (i nie tylko), jak się czymś nie zarządzi, to TO COŚ może zacząć niebezpiecznie szybko zarządzać Tobą. A wtedy, zamiast realizacji celów, czeka na Ciebie rozczarowanie i mocne postanowienie poprawy. Dlaczego junior, a nie pełnoprawny manager? Bo już-już niby temat ogarnia, ale mogłoby być znacznie lepiej. Słowem, do managera pełną gębą jeszcze mu nieco brakuje. Pani junior time manager wie, że dzielenie się wiedzą jest bardzo ważne. I doceniane. Dlatego dzisiaj podzieli się z Tobą tym, co jej wychodzi i tzw. „obszarami do poprawy”. Ot, taka subiektywna ocena pracownicza. Ale najpierw…

A CO JA WŁAŚCIWIE MAM DO ZROBIENIA?? w języku korpo: „scope pracy”

1. Praca zawodowa w korporacji na pełen etat

2. Obowiązki kury domowej (dozwolone jest współdzielenie ich z drugą połówką): a) gotowanie – najlepiej 5 zbilansowanych i urozmaiconych posiłków dziennie b) sprzątanie c) prasowanie – w tym sterta dziecięcych ciuszków d) zakupy

3. Opieka nad małą N. i wszystko, co jest z tym związane

4. Trenowanie

5. Blogowanie i wszelkie tematy okołoblogowe

6. Dodatkowe zlecenia na pisanie

7. Inne drobne przyjemności

8. Szeroko pojęte planowanie

CO OGARNĘŁAM? MOJE PRZYZWYCZAJENIA I PATENTY 🙂 w języku korpo: „best practice”

1. Rano wstaję, gdy tylko zadzwoni budzik. N dopiero niedawno zaczęła nas rozpieszczać i wstaje po 6, więc budzik poszedł na nowo w ruch. Drzemki to zło! Mijają jak błyskawica, rozleniwiają, a potem trzeba się ze wszystkim dwa razy bardziej gonić.

2. Łączę jak najwięcej rzeczy ze sobą. Nastawiam wodę do gotowania i idę pod szybki prysznic. Gdy suszę włosy, czytam jednocześnie książkę (zazwyczaj mam w obiegu kilka naraz, ciężko się zdecydować 🙂 ) lub newsy w necie. Gdy gotują się płatki albo kasza, szybko się maluję. Idealnie, jak wieczorem uda mi się choćby zalać płatki na noc wodą, wyprasować ciuchy i spakować torbę, ale różnie to wychodzi w praktyce 😛

3. Jeżdżę do pracy komunikacją miejską, żeby po drodze móc czytać.

4. W pracy pilnuję, żeby nie marnować czasu na ploteczki 😛 chociaż wiadomo, że raz na jakiś czas są one zbawienne. Ale ja przecież nie mam czasu!! Notorycznie nie mam, no!

5. Wracając z pracy powtórka z rozrywki, czyli czytam 🙂 Zaczynam to robić zaraz po wyjściu z biura. Już dawno temu opanowałam chodzenie z nosem w książce tak, żeby nie zrobić krzywdy ani sobie, ani nikomu, kogo mam na swojej drodze 😛

6. Zanim odbiorę małą ze żłobka wpadam do domu i tak szybko, jak tylko umiem ogarniam błyskawicznie mieszkanie, głównie naczynia. Rozładowanie i załadowanie na nowo zmywarki bez towarzystwa N to max. 6 minut (sprawdzałam kilkakrotnie 😛 ), przy asyście N…duuużo dłużej 😛

7. W tygodniu zdarza mi się zabrać małą na wspólne bieganie, ale ostatnio robię to coraz rzadziej – zostaje mało czasu, więc fajniej jest się razem pobawić.

8. Wieczorny rytuał – czyt. kolacja+kąpiel+położenie małej mamy już opanowany z mężem do perfekcji 😉 Zazwyczaj gdy mała tapla się w wodzie, ja ogarniam armageddon: wszędzie porozrzucane zabawki + naczynia po kolacji

9. Mam niczym niezakłócony czas dla mnie. Jest tu dosłownie WSZYSTKO:

a) raz w tygodniu układam menu na cały tydzień i robię listę zakupową w aplikacji Listonic (polecam!) b) co drugi dzień gotuję – zazwyczaj na zmianę z moim P. Ostatnio zdarza mi się też dość często piec jakieś proste słodkie przekąski, żeby nie skusić się czasem na spontanie na coś niezdrowego c) biegam! I podczas biegania zazwyczaj bardzo dużo myślę 🙂 Właściwie większość moich pomysłów powstaje albo podczas treningu, albo w wannie, albo spływa na mnie zupełnie nagle, w najmniej oczekiwanych okolicznościach 😉 d) czytam podczas rozciągania się po bieganiu – to dobry patent, żeby faktycznie spędzić na tym nieco czasu e) robię inne ćwiczenia okołobiegowe f) piszę, piszę, piszę, piszę g) ….na zmianę z czytaniem rozmaitych rzeczy h) tworzę przeróżne listy – jestem od nich uzależniona 🙂 na jutro, na tydzień, na rok ..:P i) zostawiam czas na szeroko pojęty relaks – choć w praktyce często mi to nie wychodzi

10. Chodzę spać zdecydowanie za późno, ale zawsze zadowolona, że wykorzystałam swój czas na tyle, ile umiałam 🙂 I wierzę w to tak mocno, ze gdy czasem zdarzy mi się położyć wcześniej czuję się zwyczajnie źle.

Oczywiście weekendy to zupełnie inna bajka, nie podporządkowana żadnemu regularnemu planowi dnia. Często gdzieś wyjeżdżamy i wracamy do miasta bardzo późną nocą.

CZEGO NIE OGARNĘŁAM, CHOCIAŻ BARDZO BYM CHCIAŁA? w języku korpo: „obszary do poprawy” 🙂

1. Siłownia. Potrzebuję jej już na maxa. Bez niej nie ma dobrego biegania, nie ma takiej formy, jak bym chciała. Stawiam sobie za punkt honoru, żeby znaleźć na nią czas choćby 2 dni w tygodniu. 2. Treningi pod triathlon. W tym sezonie zrozumiałam, dlaczego tyle osób zakochało się w tri. Niestety moja przygoda z tym sportem musi poczekać, bo wymaga dużych nakładów finansowych i czasowych. Póki co zapisałam się jedynie na ¼ IronMan w maju i potem zdecyduję, co dalej. Będę polegać tylko i wyłącznie na wypracowanej formie biegowej. 3. …w tym pływanie. Zazwyczaj najwięcej pływam zimą, więc wszystko jeszcze przede mną. 4. Sprzątanie. Nigdy nie byłam perfekcyjną panią domu, a teraz… cóż, mam w sobie wiele z ch*** pani domu 😛 Chociaż się staram, jak mogę, często przegrywam. Mała i jej pasja do rozrzucania i przekładania czego popadnie nie pomagają. Sprzątanie w dzień zwyczajnie jest niewykonalne. A w weekendy i wieczorami zawsze znajdzie się coś ciekawszego, wiec… mogłoby być zdecydowanie lepiej w tym temacie 😛 5. Genialny Pomysł, który Zmieni Moje Życie. To coś, co dręczy mnie od bardzo długiego czasu. Bliżej nieokreślone COŚ. Wciąż tego szukam. Przeczesuję swoją głowę i internet w poszukiwaniu znaku i mam nadzieję, że wpadnę na niego lada dzień…

Mówi się, że grunt to mieć plan. I niby go mam, ale czy można powiedzieć, że jest DOBRY? Są dni, gdy dumnie odhaczam punkt po punkcie. Są takie, gdy wszystko mi się sypie, a nerwy biorą górę, bo już wiem, że się nie wyrobię, a tyle jeszcze jest do zrobienia… I znów to samo: późno spać. Wcześnie wstać. Wszędzie latać… z wywieszonym językiem. Pani jr time manager wciąż się uczy. Więc obiecaj, że jeśli masz jakieś patenty, to się nimi podzielisz!

2 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

WYSZŁAM NA MIASTO, a tam życie

….w pępku Wwy. Sobie tętni. Idę środkiem, jak w bańce, jak w bajce, niewidzialna. Adidasy nie brzmią na tym zgrzanym chodniku, jak powinny, nie ma stuk-stuk-stukstukstuk. W tej trattorii na rogu włosk

ROZWAŻNA CZY ODWAŻNA? List do dziewczynek.

Wsunęła stopy w buty i poleciała nosem prosto w dywan. – Mamo! Są złączone, złączone, złą…… – rozpacz razy milion. Wybiegłam jak z kadru słabej komedii, z nożyczkami w jednej ręce, tuszem w drugiej.

Comments


bottom of page