top of page

YOU CAN DO IT czyli jak się przełamać i mówić po angielsku?

Miał wiecznie rozpięte pierwsze guziki odprasowanej koszuli, żeby zrobić miejsce na indiański naszyjnik. Stał za swoją ladą i śpiewał pod nosem piosenki, gdy biegłam na zaplecze po kolejną parę butów. Kiedy ktoś czaił się za witryną chcąc mu zrobić zdjęcie, miałyśmy stałą procedurę: wpychałam go za tylne drzwi, a Kelly dzwoniła po policję. John, Birmingham. Butik z damskimi butami w centrum. Dla mnie była mini szkoła życia, ale też pierwsza prawdziwa konfrontacja angielskiego. Moje piąteczki i 100% matury aż się prosiły o przetestowanie. Tymczasem John, ze swoją kamienną twarzą, wzdychał raz po raz i komentował: “dlaczego ty właściwie używasz aż tylu dziwnych czasów?”.

Jak to jest u Ciebie? Stuknęło Ci już ładnych kilka lat nauki, znasz słowa, których czasem nie używasz nawet po polsku, a mimo to coś Cię blokuje przed mówieniem?

Wiem, jak to jest i pamiętam, co mi pomogło:

…z perspektywy młodej mamy, która urodziła tutaj “po angielsku” bliźniaki, załatwia przeróżne formalności i uczy się po angielsku.

..i z perspektywy studentki, która trzy miesiące sprzedawała damskie buty w Birmingham i tyle samo latała z tacą po kasynie w Nevadzie, rozmawiając o życiu i jedzeniu z klientami restauracji.

Czy mój angielski jest taki, jak bym tego chciała? Absolutnie! Mam podobno portugalski lub francuski akcent 😉 w przeciwieństwie do mojej czterolatki i ciągle przyłapuję się na tym, że czegoś nie wiem, ale to kompletnie nie ma znaczenia. Mówię płynnie i swobodnie, ale apetyt rośnie w miarę…mówienia, i dziś właśnie o tym!

OK guys, are you ready?

PODKRĘĆ PEWNOŚĆ SIEBIE


“Poland? I speak poland!” – jeśli zdarzyło Ci się być kiedyś na wakacjach w arabskich klimatach, pewnie to znasz. Wystarczy kilka słów i co drugi sprzedawca “mówi” tam po polsku. My tymczasem, ambitna nacja, uczymy się od lat na wysokim poziomie, często też prywatnie, a mimo to jest w nas ta obawa, że to za mało.

Hello, mówisz w dwóch językach! Wielu mieszkańców anglojęzycznych krajów umie tylko “po swojemu”, więc już na starcie przydziel sobie punkty do pewności siebie. Jak zachowujesz się, gdy obcokrajowca stara się mówić po polsku? Szydzisz z niego, czy może podziwiasz, doceniasz i kompletnie nie zwracasz uwagi na językowe potknięcia? Ha, mam Cię. Nie bądź więc dla siebie takim draniem 🙂

UŚMIECHNIJ SIĘ I WŁĄCZ LUZ


Gdy w Anglii i USA wylądowałam z dnia na dzień w pracy, wśród klientów, byłam ugotowana. Język mi się plątał i miałam ochotę wymazać wszystko to, co właśnie powiedziałam, bo wiedziałam, że TO NIE TAK! …Dodatkowo angielski akcent midlands brzmiał dla mnie równie znajomo, jak mandaryński.

Na niepewność najlepszy jest uśmiech. Oddech. Względny spokój. Nie traktuj siebie aż tak poważnie. Możesz z góry uprzedzić w rozmowie, że “właśnie tu przyjechałeś”, że “wciąż się uczysz” i tak dalej. Tutaj wszystkie chwyty są dozwolone. Na dodatek mieszkańcy Anglii i USA są przyzwyczajeni do obcokrajowców i na pewno nie będą zaskoczeni, że nie jest to dla Ciebie ojczysty język. Poza krytycznym Johnem nigdy nie zdarzyło mi się, żeby ktoś mnie poprawiał czy kpił z tego, jak mówię 😉 Oni naprawdę są życzliwi! Kolejna wymówka, żeby nie mówić zostaje więc z hukiem obalona.

Wiem, że w głowie siedzą takie mrożące krew w żyłach scenariusze, jak “a co, jeśli zapomnę słowo”, “a co, jeśli nie zrozumiem, co do mnie mówią” i inne takie. OK, masz rację! Tak się na pewno kiedyś wydarzy i…nic. Przyjeżdżając do Colorado kompletnie nie znałam większości ginekologiczno-laktacyjno-pediatrycznego słownictwa i mnóstwo razy zdarzyło mi się, że zupełnie nie rozumiałam, o co się mnie pyta. Mimo to przez cztery dni po porodzie, zamroczona zmęczeniem i emocjami właściwie non stop z kimś rozmawiałam (towarzystwo mnie nie opuszczało – o porodzie po amerykańsku pisałam tu). Szło gładko – nie dlatego, że taka ze mnie wymiataczka.

Gdy nie znam słowa, opisuję je naokoło. Śmieję się i mówię, że kompletnie nie znam określenia po angielsku i jeśli nie kojarzę synonimu, to w ostateczności po prostu sprawdzam je raz-dwa w aplikacji.

Gdy czegoś nie zrozumiałam, proszę o powtórzenie (w potocznym amerykańskim wystarczy powiedzieć “sorry?”, to nasze szkolne “can you repeat” to tutaj rzadkość). Doprecyzowuję swoimi słowami lub mówię wprost, że nie jestem pewna co ktoś ma na myśli, bo np. w Europie robimy inaczej etc. A poza tym czasem, gdy mam wątpliwości co do wymowy albo tego, które słowo lepiej użyć, po prostu pytam! Robiłam to u lekarza, na poczcie, w księgarni, w markecie i wielu innych sytuacjach i przenigdy nie zdarzyło mi się, by ktokolwiek krzywo na to spojrzał. Wręcz przeciwnie, bardzo chętnie pomagają.

ZOBACZ TO INACZEJ


Przez te wszystkie egzaminy, przepytywanie i testy w szkole mamy zakodowane, że bardzo dobrze = bezbłędnie. Stąd blokada.

Popatrz na angielski nie jak na szkolny przedmiot, do którego starasz się dobrze obkuć, ale wielką okazję. To jak zupełnie nowy świat. Ile książek, których w Polsce nie wydano! Ile filmów, do których nie ma polskich napisów. Ile podcastów, achh. Ile znajomości z całego świata, kursów możliwych do zrobienia, wiedzy do zdobycia, krajów do odwiedzenia. Można na przykład wynieść się z rodzinką do Stanów i jakby nigdy nic sobie tam funkcjonować, a co 🙂

ĆWICZ


Żeby dobrze mówić, trzeba…mówić, a paradoksalnie w wielu szkołach wcale nie ma ku temu tak często okazji! Idealnie byłoby oczywiście mieć swobodne konwersacje o tym obszarze, który chcesz podkręcić (możesz je zorganizować nawet za darmo, online, jeśli znajdziesz ochotnika).

Co, jeśli to odpada? Mów do siebie.

(U mnie to już weszło na wyższy poziom, bo o ile na początku nawijałam tylko w aucie lub domu, tak teraz pcham wózek i nawijam, mijając spacerujących ludzi 😉 Ciekawe, ilu z nich myślało, że pasażerowie wózka doprowadzili mnie do szaleństwa 😉

Mów o codzienności. Wyobrażaj sobie, że komuś to opowiadasz. Hmmm, jak by to sformułować? Chodzi o to, żeby łapać flow, tłumaczyć sobie na obcy przeróżne sytuacje. Poćwiczyć swobodę na bezpiecznym gruncie.

W tym samym czasie warto trenować słuchanie. Ale nie tych szkolnych, sztywnych dialogów, tylko czegoś prawdziwego i ciekawego. Oglądaj filmy w oryginale (Friendsowie zdecydowanie dają radę!), słuchaj podcastów. Raz, że osłuchasz się z językiem i jego akcentami, a dwa, że podłapiesz poprawną melodię i sformułowania używane przez nativów.

 

O tym, jak ćwiczę angielski + przyswajania języka przez moją 4latkę pisałam też w tym odcinku Kolorów Colorado.

 

WYSTAW SIĘ


Gdy tylko masz okazję do mówienia po angielsku – wykorzystaj ją. Nawet, jeśli się boisz. Zwłaszcza, gdy tak jest. Nie masz? Stwórz ją! Dopiero wtedy przekonasz się, że to wcale nie jest takie straszne, jak z jakiegoś powodu nam się wydaje.

Przyznam Ci się, że po pierwszych godzinach pracy jako kelnerka byłam w szoku, ile muszę rozmawiać (nocna zmiana = 90% klientów chciało debatować, być wysłuchanym etc – byłam jak taki filmowy barman od wysłuchiwania zwierzeń i podnoszenia na duchu). Do tego ogromne ciśnienie, kilka wpadek i…cóż, na koniec zmiany pobiegłam do mojej managerki i powiedziałam, że może mnie przenieść na bussera (podawanie wody, sprzątanie stolików). Całe szczęście wyszłam z jej biura z kwitkiem, rozgoryczona, ale z dnia na dzień było lepiej, rozmawiałam swobodniej, coraz rzadziej myliłam skład drinków, których nigdy nie piłam 😉 i byłam wdzięczna, że ta nieczuła na mój dyskomfort kobieta została przy swoim.

Zgłoś się w pracy do prezentacji po angielsku, poszukaj nativa, który przyjechał tutaj i chciałby się nauczyć trochę polskiego – wiem, że jeśli się zaweźmiesz, to coś wymyślisz.

Najlepsze, że gdy już zaczniesz, to za każdym razem będzie łatwiej. Zakotwicz sobie w głowie ten moment, gdy udało Ci się z kimś porozumieć. Nieważne, że poplątały Ci się czasy czy słowa – dogadane? Dogadane, a przecież nie mówimy tu o pisaniu poezji po angielsku, ale komunikacji właśnie.

BĄDŹ JAK DZIECKO


Żaden maluch uczący się drugiego języka nie myśli “a co, jeśli mnie nie zrozumieją?”. Mówi, miesza, myli się, ale zrobi wszystko, żeby się dołączyć do grupki innych, bawiących się dzieci. Widzę to na żywo u mojej małej, która uczy się w zupełnie innej kolejności, niż ta znana mi ze szkoły i po roku mówi płynnie na podobnym poziomie, jak polski i w przedszkolu jest znana z gadulstwa (w domu jej niestety nie przechodzi ;-). Choć na początku zdarzało się, że dzieci kompletnie jej nie rozumiały i nie odpowiadały, zupełnie jej to nie zrażało. Mówiła, choć nie potrafiła. Resztę nadrabiała mową ciała i akcją 🙂 Dzięki takiej naturalnej odwadze maluchy uczą się szybko i naturalnie. Czasu podobno nie cofniemy, ale to beztroskie podejście warto choć częściowo przechwycić, zamiast wiecznie się gryźć w język i czekać na falę odwagi.

A NA DESER…

Przy okazji – zapraszam Was do rozmowy z Olą z Active Happy Mama, którą zrobiłyśmy w całości po angielsku. Jest o sporcie, przeszkodach, mobilizacji i aktywnym życiu w praktyce. Przekonacie się, jak nieidealny jest mój akcent i, że gdy mówię szybko, mieszam niekiedy czasy lub słowa. Czasem wiem to sekundę po tym, jak coś powiem, ale to kompletnie nieważne. Uwierzcie 🙂


I najważniejsze: nie myśl już o tym. Włącz spontaniczność i zanim dotrą do Twojej głowy wszystkie obawy i “ale” – otwórz usta i wykorzystaj to, na co poświęciłeś tyle czasu. Amerykanie wiedzą, co mówią – you can do it 🙂

2 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comentarios


bottom of page