top of page

WŁOSY BIEGACZKI. Sposoby na okiełznanie.

Biegaczki to twarde sztuki i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej: w końcu całe sportowe życie mamy jakby pod górkę. Pogodziłyśmy się już, że panom jest statystycznie lżej – w końcu natura stworzyła ich do ganiania za mamutami i szybkość mają we krwi. Ale jest coś jeszcze; coś, co potrafi kobietom utrudnić życie, doprowadzić do szału, a nawet (wiem z doświadczenia) pokrzyżować startowe plany. Tak, jak faceci mają prędkość w naturze, tak my – pokrętność 🙂 I to ona sprawia, że czasem łatwiej opanować nam długie dystanse, niż własne….WŁOSY 🙂

Grzejące w kark, uciekające z kucyka, wyślizgujące się z gumki, trudne do wysuszenia – znasz to tak dobrze, jak ja? Moja siostra regularnie wita mnie słowami: „A ty znów coś kombinowałaś z tymi włosami?!” bo TAK, żyję z nimi w wiecznej niezgodzie. Suszę je tak długo, że choć mam Multisporta, regularnie dopłacam za basen, a wizyta u fryzjera to dla mnie większy stres, niż przyjemność, bo jeszcze nie trafiłam na takiego, który umiałby to coś na mojej głowie ogarnąć tak, jak mi się marzy. U małej czesanie to też wyzwanie i chyba wiem, po kim to ma 🙂


Można załatwić temat ostrym cięciem i przejść na wygodną, męską stronę biegania. Albo iść drogą B (oczywiście, że pod górkę 😉 ) i spróbować okiełznać swoje włosy na wszystkie możliwe sposoby. Co się u mnie sprawdza?

PLECIONKI

To najlepszy patent na odrastającą grzywkę czy uciekające z kucyka kosmyki, które lubią lecieć na oczy czy przyklejać się do twarzy. Każdą z fryzur można zrobić jako „pełne” warkoczyki lub warkoczyko-kucyk 😉 Jeśli nadal coś ucieka z takiego upięcia, wystarczy kilka wsuwek lub, w trudnych przypadkach, wygładzenie ich kosmetykiem typu krem/lekki żel do włosów. Na maraton robię nawet wyjątek i spryskuję je lakierem, a wszystko po to, żeby włosy nie zaprzątały mi myśli ani przez jeden metr trasy.

Trzy najprostsze opcje pokazuję Wam na filmikach i gwarantuję, że bardzo łatwo jest zrobić coś takiego samej w kilka minut.

(Po nagraniu zorientowałam się, że trochę wieje, a w tle słychać muzykę z plenerowych zajęć zumby, ale…zrobione jest lepsze od doskonałego, także udostępniam 🙂 ).


WARKOCZ HOLENDERSKI

Dobieraniec, ale na odwrót. Pasma przekładamy pod spód, dzięki czemu powstaje efekt wypukłego warkocza.

Film:


WARKOCZ FRANCUSKI

Klasyk! Dzięki dobieraniu splot jest naprawdę ciasny i dobrze się trzyma podczas ruchu. Gdy zaczniecie go z samego czubka głowy, uda się złapać np. odrastającą grzywkę. Ma jeszcze jeden, duży plus vs. kucyk – dobrze wchodzi pod kask rowerowy, więc nadaje się na triathlon.


Film:


 

Dobry tutorial warkocza francuskiego i holenderskiego znajdziecie  też tutaj.

 

WARKOCZ x2

Robię najrzadziej, bo dziwnie się w takich czuję, ale podoba mi się na niektórych biegaczkach 🙂 Jego słabość vs. poprzednie wersje to fakt, że ciężko ładnie pozaplatać włosy, nie stojąc przed lustrem, a ja notorycznie czeszę się w biegu.


OPASKI

Dzięki nim można wygładzić kucyka i złapać grzywkę, więc też są dobrą opcją, po którą często sięgam. Tutaj trzeba poeksperymentować, bo niektóre potrafią cisnąć głowę lub zsuwać się z włosów, dlatego najlepsze są takie dedykowane aktywnym kobietom (mają pod spodem materiał, dzięki któremu nie zsuwają się nawet przy szybkim bieganiu). W swojej kolekcji mam opaski Nike (z działu dziecięcego 😉 ), Ivysport, Under Armour i 4F. Wszystkie sprawują się tak samo dobrze; więc pozostaje wybrać kolor lub grubość.


CZAPKA

Ten punkt nie wymaga większego komentarza – idealna na bad-hair-day, a na długich dystansach poradzi sobie nawet ze zwykłym kucykiem złapanym porządną gumką. Dodatkowy plus na zawodach to możliwość schłodzenia głowy, wiosną i latem na każdym punkcie odżywczym biegu moczę czapkę i taką wilgotną zakładam na głowę – świetnie działa na obniżenie temperatury ciała.



INNE OKOŁOWŁOSOWE

GUMKI

Ciasne spinanie włosów potrafi je niszczyć – zwłaszcza, jeśli są z natury delikatne. Dlatego warto używać gumek bez metalowych części. Wprawdzie różnicę ciężko mi ocenić, ale skoro trzymają tak samo dobrze, to czemu nie?


PIELĘGNACJA

Częste treningi to też częste mycie, a od niego prosta droga do przesuszania włosów choćby suszarką. Gdy doda się do tego basen, ryzyko, że zaczną protestować jest jeszcze większe. Mam ulubieńców, którzy najlepiej radzą sobie z moimi trudnymi do ogarnięcia włosami, ale tak naprawdę wszystko zależy od konkretnej porowatości włosa, jego struktury, grubości itd. więc to, co służy mi, niekoniecznie sprawdzi się u Ciebie.

Z rzeczy uniwersalnych, warto:

– raz na jakiś czas (np. co 2 tygodnie) umyć włosy szamponem oczyszczającym (ja mam Joanna Professional) – po jego użyciu mogą być wręcz szorstkie, ale to normalne. Taki szampon usuwa zanieczyszczenia, sebum i pozostałości kosmetyków, które oblepiają łuski włosa i sprawiają, że coraz trudniej jest je nam ułożyć – ok raz na tydzień nałożyć maskę i zawinąć włosy w czepek/ręcznik, żeby dobrze zadziałała. Fajnym patentem jest też nałożenie jej idąc do sauny 🙂 W Hebe można dorwać dobre i niedrogie maski, np. Kallos (najbardziej lubię Latte) lub Seri (mój naj: z miodem). Na moje włosy (grube i szorskie) działa też dobrze maska z Ziaji z kakao


– wypróbować olejowania. Informacji na ten temat można znaleźć w sieci zatrzęsienie; mogę tylko potwierdzić, że to działa i przy niskim nakładzie czasu i kosztów da się zauważyć widoczną różnicę w kondycji włosów.

A! No i jeszcze suchy szampon. Ja wprawdzie używam go tylko w skrajnych przypadkach, bo włosy nie przetłuszczają mi się nawet po kilku dniach, ale znam wiele osób, którym taki suchy szampon ratuje czasem czuprynę 😉 Np. Batiste.

PROSTOWANIE

Jeśli Wasze włosy doprowadzają Was do rozpaczy, za nic nie chcą się ułożyć i puszą się przy minimalnej wilgoci – jest jeszcze jedno rozwiązanie. Drogie, ale skuteczne: trwałe prostowanie. Skusiłam się na nie dwukrotnie i efekt był świetny; każdego dnia oszczędzałam sporo czasu na układaniu włosów na szczotce, bo nagle wystarczyło je wysuszyć i już wyglądały dobrze. Taki stan utrzymywał się do 6 miesięcy i dawał mi dużo bonusowego spokoju 🙂 Wybierając się na takie prostowanie trzeba jednak porządnie wybrać salon, bo niektóre oferują tańsze, ale bardzo szkodliwe zabiegi z pseudoproduktów. Trzeba też pamiętać, że po zabiegu można używać tylko określonych szamponów, żeby nie powodować wypłukiwania keratyny.


UNDERCUT

Jeszcze jedna opcja dla włosowych desperatek i eksperymentatorek: undercutting, czyli włosy częściowo przystrzyżone na krótko. Widząc moje włosy fryzjerzy nagminnie chcieli je cieniować, żeby nadać im lekkości, co kończyło się efektem kasku. Było ich za dużo i nie układały się. Dlatego właśnie undercutting okazał się dla mnie zbawieniem – przy rozpuszczonych włosach nie widać zmian, ale są one bardzo znaczące jak chodzi o czas suszenia i wygodę. No i ten efekt chłodzenia karku przy spiętych włosach…całkiem przyjemny! Warto spróbować, jeśli macie podobne rozterki co do fryzury.



Dajcie znać, jakie są Wasze włosowo-biegowe zmory. Z czym nie możecie sobie poradzić? Na co znalazłyście dobry sposób? Podajcie go dalej w świat 🙂

7 wyświetleń

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page