top of page

SPRINT TYGODNIA #2

Obóz biegowy w wersji dla rodziców i Twoja mapa marzeń – o tym m. in. jest kolejny sprint tygodnia. Cześć! 🙂

Jak tam Twoja zima? Trzymasz się ciepło? Ja aż za bardzo – siedzę w stroju narciarskim na miejscu pasażera w drodze powrotnej do Wwy i na przemian grilluję się podgrzewanym siedzeniem, żeby zaraz potem odpalać klimę. Ciepło mi czy zimno? Jestem kobietą, jeszcze nie wybrałam 😉

Cieszę się, że wpadasz tu by sprawdzić, co tam u mnie i zabieram się za opowiedzenie Ci tego trzęsącymi się od wybojów literrrrami!

COŚ DLA CIAŁA

GÓRY, GÓRY…

Ale bym chciała na obóz biegowy! Wycisk dzień w dzień, sportowe towarzystwo, niczym nieprzerwany sen do 8.00 rano…Kiedyś sobie tak jeszcze pojadę (tak, tak, Mężu!) a tymczasem mam za sobą coś równie przyjemnego – wypad rodzinno-snowboardowo-biegowy.

Tym samym zaliczałam prawie-że-trzy treningi dziennie:

TRENING 1. Bieganie po zaspach/na lodzie/w śniegu wpadającym do ust 😉


Po zeszłoniedzielnych 30km czułam się jak nówka i przebierałam już nogami przed kolejnymi treningami. Góry siekły mnie tak, jak tego potrzebowałam – każdy km wchodził jak w slow motion, raz zdarzyło mi się nawet przejść do marszu zastanawiając się przy okazji, czy mój ciężki oddech nie zwabi jakiegoś niedźwiedzia. Bieg z narastającą prędkością bynajmniej nie wszedł z narastającą prędkością, a 14km 2go zakresu na lodzie zajęło mi jakieś 20min dłużej niż zwykle, żeby finalnie dać mi kopa w 4ry litery, kiedy to wpadłam do rowu.

Tak, wpadłam do rowu. Tak, kierowca któremu ustąpiłam miejsca (nie pytajcie, po prostu rankiem nie myślę zbyt trzeźwo 😉 ) nawet się nie obejrzał, czy ocalałam. Tak, zrobiłam dziurę w nowych legginsach!! A ja serio jestem minimalistka biegowa i kupuję rzadko, więc był nerw na bieganie. Przeszło mi dobę później, gdy zadzwonił budzik i ku własnemu zaskoczeniu znów udało mi się wstać przed wschodem, by wymknąć się z buchającej ciepłem chaty prosto na poranne zimno.

TRENING 2. Deska w systemie zmianowym


Jeśli małe dziecko jest powodem, dla którego rezygnujesz z wyjazdów na narty – proszę, nie rób tego! Ja wiem, że taki wyjazd to logistyczny hardcore, ale na końcu czeka na Ciebie błogie, wieczorne zmęczenie zupełnie innego rodzaju, niż to codzienne.

Szybka ściąga udanego wyjazdu na narty z maluchem?

1. Ekipa znajomych, choć częściowo z dziećmi

2. System zmianowy – my jeździliśmy pół na pół; jedna połowa dnia – dziewczyny, druga – chłopaki (panowie? tatusiowe? ;-)). Gdy dziecko jest mniejsze i karmione naturalnie – temat również można ogarnąć; wymaga tylko nieco determinacji plus dobrze naładowanej komórki. Gdy kobieta jeździ, mężczyzna raz na jakiś czas „podstawia” jej głodomora i daje całusa na kolejne zjazdy 🙂

3. Dobrze załadowany plecak. I bagażnik! W naszym jeździły dwa rodzaje sanek i łopata do kopania śniegu 😉

4. Nocleg z dodatkowym, „wspólnym” pokojem – wieczorem młode pokolenie śpi w sypialniach i można swobodnie pogadać

TRENING 3. Wbieganie z Nką pod muldziastą górkę saneczkową przy dopingu: „mama, biegaj!!” co traktuję jako zaprawę pod górskie ultra 😀

Który trening był bardziej męczący? Ciężko stwierdzić. Nic mnie nie boli! Ba, czuję się wypoczęta! Wygląda na to, że gorąca czekolada i grzaniec mają wybitne właściwości regeneracyjne – czy to nie radosne wieści? 🙂

Na nartach byłam w nic-mi-wcześniej-nie-mówiącej-mieścinie Kluszkowce (koło Czorsztyna, ok. 20km od Białki) i było dokładnie tak, jak od jakiegoś czasu lubię – kameralnie, niezobowiązująco. O tym regionie na pewno poczytacie u mnie latem, bo wpadł już na letnią listę jako miejscówka pod namioty i rowery 🙂

Aaaa. W temacie miejscówek. Czytałeś post o RUN 500+ ? Chcę zaliczyć biegowo 500 różnych lokalizacji i opowiadam o tym tylko dlatego, by zachęcić Cię do pokochania biegania jako formy…yyy…zaliczania 😉

Chodź, jeśli przeoczyłeś!

COŚ DLA DUSZY

Dziś opowiem Ci o… MAPIE MARZEŃ

Znasz? To kreatywna mapa marzeń – vision board. Jeśli jesteś sceptykiem lub choćby realistą, może to dla Ciebie zabrzmieć zbyt amerykańsko-coachingowo, ale odłóż na bok przyziemność i daj temu pomysłowi szansę 🙂

Chodzi o starą jak świat metodę wizualizacji. Oko jest w ścisłym spisku z mózgiem!

Jak to działa? Genialnie w swej prostocie. Tworzysz kolaż zdjęć i haseł, taką motywującą tablicę, która każdego dnia zaczepia Cię – czy to w domu, na ścianie, czy to gdy sięgasz po jogurt (czy lody? 🙂 ) do lodówki, czy to na komórce, na którą spoglądasz n razy.

I każde takie „spoglądanie” to jest sygnał dla mózgu. Jeśli zobaczy powtarzający się obraz – zakoduje go. Jeśli dopalisz go dodatkowo świadomym myśleniem o celach na przyszłość – zwiększysz swoje szanse na realizację tego, co Ci się wymarzyło.

Vision board jest mapą , która mówi: „ok, to był słaby dzień, ale popraw koronę i zasuwa, bo ZOBACZ, co cię może czekać, jak się ogarniesz!”.

Jak ją popełnić? Jak chcesz!

a) Wirtualnie Taką póki co mam ja. Zrobiłam ją zupełnie intuicyjnie, nie znając szerszej idei vision board. Klucz był prosty: zebrałam zdjęcia, które pokazują, gdzie chcę być, co chcę zrobić, jak chcę się czuć, słowem wszystko to, co sprawia, że szybciej wali mi serce J Warto też przepleść obrazy słowem-kluczem, które trafnie podsumuje wszystkie Twoje marzenia lub Twoim motto.

U mnie od lat są to dwa słowa: leading lady.

(Kojarzycie komedię Holiday? I absolutnie urzekającego starszego pana, który mówi Kate Winslet: „you are supposed to be a leading lady of your own life”? Tadaam. Uwielbiam ten tekst!) Mapę wirtualną możesz zrobić np. na Pintereście, tworząc prywatną tablicę, niewidoczną dla innych. Ja swoją mapę tworzyłam po prostu w…Google Keep, tam, gdzie trzymam też mnóstwo innych notatek w podziale na książki do kupienia, teksty do napisania, rzeczy do ogarnięcia itd.

b) Fizycznie

Może mieć postać tablicy korkowej, do której przypinasz np. wycinki z gazet, które idealnie pasują Ci do Twojej wizji 🙂

Świetną opcją jest również stworzenie tablicy w programie graficznym w postaci np. kolażu (to może być Photoshop, ale również proste i darmowe PicMonkey lub Photoscape).

Chwila-moment, wydruk i cyk na ścianę.

Bardzo Ci polecam taką wersję obrazowania marzeń. Mocno wierzę, że to działa. Pokazuje szerszą perspektywę, motywuje i przypomina, że codzienność może być czasem podła, ale koniec końców gdzieś tam zmierzasz. Gdzieś, gdzie jest serio pięknie -nawet, jeśli po drodze musisz zapaść się po pas w bagnie 🙂 Swojej tablicy pokazać nie mogę, ale spójrz tylko na te przykładowe:


W Psychologii sportu też zahaczę o ten temat – bo serio, nawet banalne hasło na ścianie sypialni, które widzi się codziennie po wstaniu z łóżka może zdziałać cuda. A nawet, jeśli nie zdziała, to zrobi dobre tło do fotki z 1szego maratonu 😉


 

I znów mam uczucie, że chciałabym Ci opowiedzieć kilka rzeczy więcej, ale sprint to sprint i zobowiązuje.

Co więcej… Jeśli nadal te sprinty będą mi zajmowały tyle czasu co te wpisy, to o życiówce na 5km na wiosnę mogę sobie co najwyżej pomarzyć.

…albo wciągnąć na vision board. Również spoko 🙂

To by było na tyle! Masz patenty na wyjazd narciarski z dzieckiem, które jest jeszcze zbyt małe na jazdę? A może stworzyłeś już swoją mapę marzeń? Znalazłeś dziś tutaj coś dla siebie?

Let me know!

Do przeczytania, N. [optin-cat id=”6802″]

1 wyświetlenie

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page