top of page

WYBACZCIE TYTUŁ, ale marzenia serio się spełnia(ją)!

Czekałam na tego maila, ale gdy przyszedł, nie umiałam go otworzyć. Dałam telefon mężowi: “przeczytaj i powiedz mi, co tam jest”. Przyzwyczajony do moich dziwactw, nawet nie był zaskoczony 😉 Czytał, czytał, miną nic nie zdradził, aż w końcu powiedział: “lepiej szybko to zobacz, bo masz tylko dwa dni!”. Wyrwałam mu komórkę.

*

W diety nie wierzę. W przypadki też już coraz mniej.

Przez ostatnie kilkanaście lat szłam po wyboistej drodze. Nienawidziłam siebie, dręczyłam. Głodowałam. Objadałam się. Notowałam. Narzucałam sobie kary. Ważyłam siebie, ważyłam jedzenie. Miałam wahania nastrojów tak duże, że jednego dnia byłam gotowa podbić świat, a drugiego mogłabym równie dobrze przestać istnieć: było mi wszystko jedno.

Nie wstydzę się tego. Piszę to Wam otwarcie, bo wiem, jak wiele z Was ma podobnie i boi się komukolwiek do tego przyznać. A może nawet wszyscy wokół mają Cię, o ironio, za optymistę i osobę, której zawsze wszystko się udaje?

Paskudne rzeczy, które o sobie myślałam wyrównała mi pasja do sportu i zakopanie się po uszy w psychologii. Zrozumiałam, że jeśli puzzle są w dobrych miejscach, nie zmieniają się już w sypiące się domino.

Dlatego nie wierzę, że da się na stałe wyjść z obsesji na punkcie diety czy bycia perfekcyjnym, nie dokopując się do podstaw: psychologii, siły umysłu, poznania siebie, nazwij to jak lubisz.

I tak się porobiło, że ja, prymuska z matmy kręcąca z niedowierzaniem głową na widok przepełnionych list na psychologiczne studia, sama zaczęłam się w to wciągać, kopać, czytać z wypiekami na twarzy.

MIJAŁY LATA

…urodziła się mała N., powstał ten blog. I niech to zabrzmi tanio, ale te wydarzenia zmieniły moje życie 🙂 O tym innym razem, jeśli Was ciekawi. Dziś do brzegu.

Eksperymentowałam przez te kolejne trzy lata i upewniłam się, jak wiele “robi głowa” w sporcie, świetnym samopoczuciu, zdrowiu i okiełznanym apetycie. Widziałam, że gdy rozjeżdża się jedno, pociąga też za sobą drugie. Jakim cudem były dni, gdy bałagan w szafie szedł w parze z kiepskim jedzeniem i bólem głowy?! A przecież to oczywiste!

CHCĘ, ALE NIE POTRAFIĘ

Tak się czułam za każdym razem, gdy dostawałam od Was wiadomości o problemach z akceptacją siebie, wagą, obsesyjnym jedzeniem, bulimią, chronicznym odchudzaniem się. Przeczytałam dziesiątki, jak nie setki książek. Mam w głowie pełno wiedzy na ten temat. Walczyłam z tym sama długimi latami, wiem, co mi pomogło, ale…nie wiem, jak pomóc Tobie, bo temat jest piekielnie delikatny.

Ale CHCĘ! Co teraz?

AMERICAN DREAM

Żaden przypadek w tym, że jesteśmy teraz na końcu świata. Obsesyjnie chciałam coś zmienić i złapać dystans. Nie sądziłam, że AŻ taki 🙂 Ale robi robotę wzorcowo.

 
 

Miałam tyle pomysłów, że nie nadążałam z notowaniem. Gdy mój mąż podpisał kontakt, nastąpiła eksplozja dwójek.

2 tygodnie później zobaczyłam 2 kreski. Kolejne 2 tygodnie później – 2 pęcherzyki. 2 dalej – 2 bijące serca 🙂

I to wszystko na etapie, gdy lekarze coraz częściej mówili, że nie wiedzą w czym jest problem, a warszawski guru za 500pln za wizytę stwierdził: “to wszystko w twojej głowie, mała” i mnie po niej, jak dzieciaka, poklepał.

MUSZĘ TO MIEĆ!

Potrzebowałam planu B i to chyba kobieca intuicja mówiła mi, że coś tam na mnie czeka, tylko muszę pokopać. Któregoś zwykłego dnia, błądząc po necie, dosłownie zerwałam się na równe nogi.

Dodam, że Przemka znów to nie zaskoczyło. Chłopak ewidentnie uodpornił się na skoki nastrojów 🙂

Znalazłam i wszystko mówiło mi: “to jest TO, to jest TO”.

Institute for the Psychology of Eating. Z bogatym programem trenerskim na 8miesięcy. Na dodatek zlokalizowany w…Boulder. Z możliwością zdalnych lekcji i telekonferencji. Z egzaminem certyfikacyjnym, na który będę jechać dosłownie kwadrans. Od dawna szukałam czegoś takiego.

Informacji o dietach, proporcjach, konkretnych przepisach i sztywnych wytycznych jest zatrzęsienie, ale istnieje mnóstwo osób, którym to nie pomaga. Wpadają z jednej pułapki w drugą, a w całym tym procesie cierpi nawet nie tyle waga, ile psychika. Dlaczego nadal tak mało się o tym mówi, pisze?

Czytałam o filozofii Instytutu i wszystko we mnie aż śpiewało 🙂 Znacie pewnie to uczucie, gdy coś jest dla Was idealne, aż robi się gorąco…

ALE

…jeszcze goręcej zrobiło mi się, gdy zobaczyłam cenę: ponad 25 000 PLN. Po prostu nie było szans, żebyśmy w tym momencie przesunęli taką kwotę na moją naukę. Przy wszystkich finansowych niewiadomych, które teraz mamy, to byłoby szaleństwo.

Tylko, że nie mogłam tak po prostu zamknąć strony i zapomnieć o całej tej sprawie. Byłam uparta jak osioł i pewna, że coś wymyślę. W nocy nie potrafiłam zasnąć – tak się nakręciłam. Niemożliwe, że znalazłam to tylko po to, żeby musieć odpuścić!

Do zapisów zostały dwa tygodnie (te dwójki mnie ostatnio serio prześladują 🙂 ).

Znalazłam trzy opcje dofinansowań i je sprawdziłam: na żadne się nie łapałam. Zrobiliśmy kilka finansowych symulacji w excelu: zbyt wiele było niewiadomych.

Aż w końcu po prostu napisałam maila do założyciela instytutu. Opisałam swoją historię i kilka pomysłów, w jakie mogłabym zrewanżować się za obniżkę czesnego. Coś na kształt barteru. Wysłałam i, głupia, na dźwięk wpadającego maila aż bałam się na niego spojrzeć 😉


MASZ TYLKO DWA DNI

Jest! Dałam telefon mężowi: “Przeczytaj i powiedz mi, co tam jest”. Przyzwyczajony do moich dziwactw, nawet nie był zaskoczony 😉 Czytał, czytał, miną nic nie zdradził, aż w końcu powiedział: “lepiej szybko to zobacz, bo masz tylko dwa dni!”. Wyrwałam komórkę z jego ręki.

Okazało się, że instytut ma opcję stypendiów, których przyznaje max. 15 na rok w ramach konkursu. Pozostało mi napisać esej o tym, dlaczego akurat ja. Gdyby nie mój mail, po prostu nie dowiedziałabym się o tej opcji! Kosmos. Byłam już tylko o krok.

JEŚLI NAPRAWDĘ CHCESZ, ZNAJDZIESZ SPOSÓB

I dlatego właśnie chciałam Ci tę krótką historię opowiedzieć. Blog od początku jest miejscem, gdzie przekonuję siebie i innych, że się DA. Nigdy nie ma w tym cudów. Kulisy to plan i determinacja, często kompletne zrezygnowanie, dołki i zwątpienie. Osobom, które podziwiamy i którym zazdrościmy rzadko kiedy coś spada z nieba.

Daaaaleko mi do kobiety sukcesu, którą chciałabym być. Daleko do czasów, w których chciałabym biegać i pisarskiego poziomu, do którego chciałabym doskoczyć. Różnica jest jedna: już się tak nie szarpię, nie wypalam. Idę powoli, ale idę.

Ty też możesz. Czasem wystarczy odrobina uporu, a niezależnie, czy jesteś rodzicem, czy biegaczem, czy studentem, na pewno go w sobie, ten upór, masz. Bywa, że śpi, ale gdy go obudzisz, zaczną się dziać fantastyczne rzeczy!

(Z pozdrowieniami od Waszego kujona, który codziennie ślęczy teraz nad książkami, notatkami i gotuje ze słuchawkami na uszach 🙂 )

 

EDIT, bo podobno wcale to tak do końca z tekstu nie wynika – udało się 🙂


2 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page