top of page

2015, finito!! – podsumowanie w klimacie RUN i MUM :-)

Jak dla mnie 2015 może sobie spadać, bez żalu. Trochę rzeczy mi się udało, ale jestem z natury zachłanna i liczę na to, że od 2016 wezmę sobie jeszcze więcej 🙂

5 rzeczy o bieganiu, które odkryłam w 2015 roku:

  1. To nie tylko endorfinki, życiówki i walka z samym sobą. To również szary, bury dzień, gdy nogi ewidentnie nie podają, oddech jest ciężki jak u palacza, a wewnętrzny troll mówi: „na co ci to??”. W sumie – wiedziałam to już wcześniej; ale w 2015, wchodząc powoli w biegową blogosferę odczuwam to mocniej niż kiedykolwiek wcześniej.

  2. Można na moment spróbować czyjegoś stylu, na siłę zmieniać sposób stawiania stopy długość kroku, ale koniec końców najlepsze jest takie bieganie, które ma się zaprogramowane w ciele. Po swojemu!

  3. Bieganie z wózkiem zasługuje na popularność, której teraz z nieznanych mi powodów w naszym kraju nie ma 😛

  4. Długie, tlenowe bieganie, które męczyłam wiele lat lepiej jest przeplatać z krótszym, ale intensywnym. Dopiero w tym roku bardzo regularnie robiłam biegi progowe, podbiegi i biegi z narastającą prędkością, a rezultaty mnie zadowalają i będę zgłębiać ten temat.

  5. Głowa może przejąć w bieganiu kompletną kontrolę – i w dobrym, i negatywnym sensie. Nigdy wcześniej tyle nie startowałam, więc miałam sporo okazji, żeby odczuć to na własnej skórze.

To był 1szy pełny rok z małą N i nie ma dnia, w którym bym się czegoś o dzieciach nie dowiedziała…

5 rzeczy pierwszych z brzegu, których nauczyłam się o dzieciach w 2015:

  1. Nie ma sensu porównywanie swojego dziecka do innych. Reklamacji i tak nikt nie przyjmuje 😛 Może i wszystkie maluchy kochają zmywarkę do naczyń i smarowanie kremem włosów, ale finalnie i tak każde z nich jest jedno na milion. Może i moja sprawia trochę więcej problemów niż dzieci znajomych, ale tak potrafi się śmiać tak samo głośno, jak krzyczeć, czyli bardzo 🙂

  2. Jeśli coś mnie u N. wyjątkowo złości biorę wdech i po chwili widzę, że…mam dokładnie te same cechy. Cholerka, to jabłko naprawdę pada niedaleko od jabłoni.

  3. Czas przyzwyczaić się do tego, że absurdy są na porządku dziennym. Chce spać, ale nie zaśnie, chce jeść, ale najpierw wszystko zrzuci, śmieje się i płacze jednocześnie, a wózek – czy to sklepowy, czy spacerowy – PARZY, no chyba, że się z nim biegnie. Zawsze się zastanawiam, czy tak już została stworzona, czy może mam to na własne życzenie 😛

  4. 24h to pojęcie względne. Nie wierzę w teksty typu: „mam dziecko, nie mam czasu”. Tzn. wiem doskonale aż za dobrze, skąd się one biorą. Ale ten czas JEST, tylko trudniej się do niego dokopać niż w czasach przed dzieckiem i tyle.

  5. Maluchy to nie tylko słodki śmiech z reklamy pampersów i roześmiane buźki z okładek „Mama i ja” (czy jakoś tak). A tak swoją drogą ciekawa jestem, czy jakiekolwiek dziecko naprawdę się CIESZY, że ma suchą pieluchę? Śmiem wątpić 😛

Mamy za sobą niezłą przeprawę pierwszego roku życia i od pewnego czasu czuję, że się odpowietrzam. Pozytywne to jest. Dziecko 1+ to słodziak z charakterkiem i upodobaniami. Towarzysz zabaw pełen fantazji. Ktoś, kto kuma więcej, niż wskazywałby na to niewinny wyraz buźki. Wymiatacz, który nie ma nawet metra wzrostu 🙂

A ja, jako mama dziewczynki 1+ widzę, że za każdy razem, gdy słuchałam czyiś rad zamiast swojej intuicji kończyło się fuck up’em. Tyle w tym temacie. Może być  już tylko lepiej i jestem gotowa wziąć na klatę bunt dwulatka, deklaruję!!!

Czas brać N. pod pachę i zwijać się na Sylwka 🙂 Bawcie się, ale nie za dobrze, coby jutro nie spędzić dnia w zawieszeniu. Jaki Nowy Rok, taki cały rok, więc ja tam nie ryzykuję 😀

DZIĘKUJĘ tym z Was, którzy czają się za tajemniczymi cyferkami w moich statystykach. Tym, którzy piszą do mnie wiadomości, klikają, że to lubią, albo nie klikają, a potem widzę, że wracają i są, czytają.

Pisanie bloga w nawale innych tematów nie jest tak proste, jak sobie założyłam, ale to właśnie WY, schowani za liczbami w statystykach, dajecie mi motywację, żeby jeszcze się z tym przybytkiem nie zwijać.

Do przeczytania w 2016!!!!!!

1 wyświetlenie

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

WYSZŁAM NA MIASTO, a tam życie

….w pępku Wwy. Sobie tętni. Idę środkiem, jak w bańce, jak w bajce, niewidzialna. Adidasy nie brzmią na tym zgrzanym chodniku, jak powinny, nie ma stuk-stuk-stukstukstuk. W tej trattorii na rogu włosk

ROZWAŻNA CZY ODWAŻNA? List do dziewczynek.

Wsunęła stopy w buty i poleciała nosem prosto w dywan. – Mamo! Są złączone, złączone, złą…… – rozpacz razy milion. Wybiegłam jak z kadru słabej komedii, z nożyczkami w jednej ręce, tuszem w drugiej.

Comments


bottom of page