top of page

MITY O NIEMOWLĘTACH czyli moja wersja macierzyństwa kontra rzeczywistość

Mity o niemowlętach. To oficjalnie mój pierwszy wpis z dziedziny parentingu (czyli rzecz jasna o rodzicielstwie, ale słowo na „p” jest zdecydowanie bardziej modne w sieci :P).

Aby zaoszczędzić Twój czas pomogę Ci podjąć decyzję, czy ten tekst jest dla Ciebie 🙂

1. Jeśli jesteś mamą, zwłaszcza tzw. młodą (ciekawe, gdzie stoi granica między młodą a… nie młodą???) – po przeczytaniu poczujesz się raźniej 2. Jeśli jesteś tatą – z częścią może się zgodzisz, część uznasz za kosmos 3. Jeśli jesteś w ciąży lub planujesz niedługo być – nie czytaj tego, tylko się wysypiaj!! 4. Jeśli rodzicielstwo Ciebie (chwilowo albo docelowo) nie dotyczy – po przeczytaniu być może docenisz banalne aspekty swojego życia lub…wręcz przeciwnie, nabierzesz ochoty na to jedyne w swoim rodzaju wyzwanie:)

Moja córeczka od miesiąca nie jest już niemowlakiem, lecz dziewczynką. Mam więc już jakieś tam doświadczenie w branży. Wystarczające, aby stworzyć Listę Moich Wyobrażeń, Które Zderzyły się z Rzeczywistością.

A część zderzyła się brutalnie i czołowo 🙂

1. Noworodki tylko śpią i jedzą

To była dla mnie prawda absolutna. Na jej podważenie nie musiałam długo czekać. O 21.00 mała przyszła na świat. Nad ranem miałyśmy już za sobą pierwszą zarwaną noc. Donośny głosik N roznosił się po korytarzach szpitala. Tymczasem jej rówieśnicy słodko spali, zmęczeni wydostawaniem się na ten świat. Gdy mała zapadała w nieprzyzwoicie krótki i lekki sen, buzująca we krwi adrenalina kazała mi czuwać. Tym sposobem przez 3 doby nie spałam dłużej niż 1h. Na temat snu niemowląt mogłabym napisać opasły tom. Wiem jedno: podobnie jak dorośli, niemowlęta mają swoje upodobania co do jego ilości. I nie pogadasz! Pozostaje więc kwestia, jaki egzemplarz Ci się trafi. Coś mi się zdaje, że N ze swoją ‘miłością’ do snu będzie zamykać wszystkie imprezy 😉

2. Gdy mała zaśnie na spacerze, rozłożę się na ławce w parku z książką

Taaak, a potem się obudzę z tego miłego snu. Plan był dobry. Baaa, pamiętam, jak wróciłam z biblioteki z ośmioma książkami, a mój kochany mąż mnie zwyczajnie wyśmiał. W rzeczywistości wyglądało to tak: wychodzę z N na spacer (oczywiście przygotowania do niewinnego wyjścia mogą się zmienić w istny armageddon, ale nie o tym). Loteria: albo zaśnie, albo wybierze swoją ulubioną miejscówkę na moich rękach. Śpi! Maszeruję szybko do parku (wtedy jeszcze N była za mała na bieganie :P). Jest moja ławeczka!! Nad wodą, za wysokimi trawami, w słońcu, czego chcieć więcej. Jeszcze tylko wdepnę hamulec iii… oczka się otwierają, buzia w podkówkę. Aaaa! Wozić, wozić! Kochanie, pobujam Cię w miejscu..Niee! W miejscu się nie liczy! Potrzeba matką wynalazku. Książkę opierałam o rączkę wózka, szłam w najmniej zaludnioną część parku i spacerowałam, jednocześnie czytając. Opcja nr 2: audiobook. Też daje radę zwłaszcza, gdy pada deszcz, a w domu ciężko usiedzieć.

3. Dzieci kochają jeździć autem

Od kiedy mała N jest z nami, nawet zwykła przejażdżka po mieście może dać taki wyrzut adrenaliny, jak dobry offroad. Podjęliśmy wyzwanie i eksperymentowaliśmy: zmiana fotelika i jego umiejscowienia w samochodzie, zabawianie, smoczek, muzyka, śpiewanie na całe gardło własnych kompozycji, biały szum, postoje na każdym przystanku autobusowym – NIC! Najlepszy (choć i tak nie zawsze skuteczny) okazał się być….telefon do Dziadzia. W jednej chwili złość zmieniała się w zadowolenie i spokój Spryciarka dba o swój wizerunek! Przezorny zawsze ubezpieczony – nagraliśmy jedną z takich rozmów i załadowaliśmy sobie na komórki. Do tego kilka innych małych trików i da się, robimy sporo km po Polsce 🙂

4. Moje przyzwyczajenia w temacie dbania o siebie się nie zmienią

Przepraszam wszystkie starsze kumpele, na które być może krzywo spojrzałam, gdy mówiły o braku czasu na prysznic/umycie włosów/makeup. Byłam młoda i głupia 🙂Minął rok, a ja nadal walczę o swoje prawa w tej strefie, ale przeciwniczka jest coraz silniejsza i sprytniejsza. Dawniej, zainstalowana w bujaczku, uderzała w najwyższe tony. Teraz po prostu pójdzie i zrobi sobie, co tylko zechce. A nie jest tajemnicą, że dzieci zazwyczaj chcą robić dokładnie to, czego nie powinny 😛 Suszenie włosów? Tylko siedząc na podłodze tuż przy kontakcie. Inaczej kabel zostanie wyrwany, a paluszki powędrują do gniazdka. Nie byłoby to jeszcze takie niewygodne gdyby nie mała, która widząc mnie w pozycji „do suszenia” od razu wchodzi mi (dosłownie i w przenośni) na głowę 😮 Najłatwiej jest z (symbolicznym) makijażem. Roczna dziewczynka to już mała kobietka i aż się trzęsie ze szczęścia, gdy może włożyć swoje paluszki do kolorowej palety z cieniami i umazać buźkę kredką.

5. Wychowam małą na miłośniczkę zdrowej żywności

Zakładam, że w tej materii jeszcze nie wszystko stracone i mój plan się uda. Pochłonęłam dziesiątki tekstów o odżywianiu dzieci i z głębokim przekonaniem rozpoczęłam BLW (przyp.red. – papki be, prawdziwe, dorosłe jedzenie cacy). Bo ja tez chciałam, żeby moje dziecko kochało warzywa. I żeby się trzęsło na widok ogórka i płakało rozdzierająco za brokułem. Początki były obiecujące, a ja dumna. Do czasu. Zaczęło się od wakacji. N, ze szczerym zniesmaczeniem na twarzy, wyrzuciła z balkonu talerz z cukinią. Jak to kochanie, przecież lubisz?? Nauczyłam się już, że jedyne, co jest stałe w rodzicielstwie to to, że NIC nie jest stałe. Jednego dnia mała ciumka buraczka, aż miło. Drugiego pani w żłobku mówi, że mięsko a i owszem, zostało wyjedzone, ale buraczki wyleciały za burtę. Na szczęście jestem osioł uparty w tym temacie i swego dopnę. Kilka dni temu mała dostała od mamusi koszyk z plastikowymi warzywami, coby mogła je przytulać. A kiedyś, zdrowa i szczupła, może mi za to podziękuje…:)

6. Będę chodziła z małą na: sekcję wspinaczkową (baaa, byłam już nawet zapisana!), jogę i crossfit.

Dla chcącego nic trudnego. To był dla mnie pewniak! Próba nr 1, joga. Ewakuujemy się po 20minutach, bo nie dość, że ja nie mam jak ćwiczyć, to jeszcze pozostałe mamy nie słyszą, co mówi instruktorka. Crossfit – podobnie, choć pan instruktor miał bardziej donośny głos, niż moja córka. Wspinaczka – nie przekroczyłam nawet z N progu ścianki, bo wiedziałam już, że leżenie w wózku i czekanie aż mama wyżyje się sportowo zwyczajnie odpada. Ale z jednym miałam rację – dla chcącego faktycznie nic trudnego, a moja pisanina jest tego dowodem:)

Na tym zakończę moją wyliczankę, choć spokojnie mogłabym potroić jej objętość. W trakcie pisania stchórzyłam i postanowiłam zachować dla siebie rzeczy, które były i są dla mnie najtrudniejsze. FB nie musi wiedzieć 😛

A gdy moja słodka, niecierpliwa córeczka wygoogla kiedyś ten artykuł to mam nadzieję, że dotrwa do samego końca. I przeczyta, że wśród wszystkich aspektów, w których nas zaskoczyła, jest też cała lista tych DOBRYCH. Są zawsze największą niespodzianką – zarzucenie rączek na szyję, mokry całus, głaskanie mnie po głowie, gdy jestem zła i rozśmieszanie, gdy akurat śmiać mi się chce jak wcale.

To dopiszę jeszcze jeden punkt:

7. Będę miała wszystko zaplanowane i pod kontrolą.

Absolutnie, ale czy tak nie jest właśnie ciekawiej? 😉

P.S. A JAK CIEBIE ZASKOCZYŁO TWOJE DZIECKO?

2 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

KOLORY COLORADO #11. Ciąża w USA.

Dziki Zachód czy american dream? Kolejna odsłona amerykańskiej rzeczywistości. Tym razem będzie lekko bezwstydnie, bo zabieram Was po gabinetach, szpitalach i, o zgrozo, do wnętrza koperty z rachunkie

Comentários


bottom of page