top of page

KOLORY COLORADO #7. Bokserski pojedynek USA vs. Polska!

Proszę Państwa, co za emocje! W lewym narożniku: ona (oni?), Ameryka czy tam Stany Zjednoczone. Młode, silne, popularne. W prawym: dumna i piękna, tradycyjna i ambitna: Polska. Ależ to będzie pojedynek!

RUNDA 1: NASTAWIENIE.

USA.

Smiiiile. Witaj w USA. Wygląda na to, że jesteś tu celebrytą!

Każdy sprawia wrażenie że Cię zna. Ludzie machają Ci z samochodów na przejściu. Uśmiechają się do Ciebie i witają. Facet rozmawiający przez telefon przerywa, żeby zapytać “how are you doing”, a kasjer dziękuje z bananem na twarzy za Twoją pomoc w…pakowaniu swoich własnych, osobistych (i damn, znowu drogich) zakupów.

POLSKA.

Na pytanie “jak tam?” dostajesz odpowiedź – wcale nie automatyczną i wyuczoną. Prawdziwą!

…że pogoda znów do duszy, że odliczasz. Do weekendu, do urlopu, do czegoś, co jest wystarczająco odległe, żeby wprawić Cię w słaby nastrój.

Ale, ale! Masz gwarancję, że cokolwiek usłyszysz, będzie…szczere. Człowiek nie jest przecież taki, żeby się nie wnerwić, więc człowiek kładzie serce jak na tacy i się do tych bolączek przyznaje.

 

Tylko: czemu w USA bierze się tyle antydepresantów, osobisty psychiatra nie dziwi, a jedno z pierwszych, standardowych pytań u lekarza dotyczy ataków paniki?

Ale: my, Polacy, bijemy imponujące rekordy w suplementach, a gdyby antydepresanty nie wymagały wizyty w wyklętym NFZ, też by się pewnie rozeszły jak świeże bułeczki.

O bułeczkach jeszcze będzie.

Tamdamdammmmm…

W kategorii NASTAWIENIE: DON’T WORRY, BE HAPPY wygrywa USA. W kategorii NASTAWIENIE: KAWA NA ŁAWĘ wygrywa Polska. 

RUNDA 2: ZDROWIE.

USA.

Widziało się dr House, widziało Chirurgów. Przychodzi czas i na Ciebie, żeby musnąć tego medycznego światka. Googlujesz opinie o szpitalach, lekarzach. Pytasz na grupie na Fejsie: w końcu wiadome, że co jak co, ale tam jest zawsze czarne lub białe, bez żadnego kolorowania.

Hmmm. Nie tak łatwo jednak te informacje wydębić! Bo jak wybrać między szpitalem z “amazing care” a tym z “incredible experience”?

Miło.

Umawiasz się. Przez telefon, bo systemy online czy choćby umówienie w recepcji podpadają pod “Trudne sprawy”. Ile zapłacisz za wizytę? Przy dobrych wiatrach wiesz, jaki % od całości, ale tej całości tak szybko nie poznasz. Dostaniesz radosne wieści kilka tygodni później, listownie, z dostawą do domu.

Najlepsze, co mogę polecić miłośnikom życia na krawędzi to słabe ubezpieczenie. Za rutynowe USG twinsów dostałam rachunek na $3 000. Drżącymi palcami jeździłam po liście, szukając informacji, ile z tego mam zaszczyt pokryć ja; na szczęście zero. Nie dopytałam, czy twinsy chodzą w promocji: “check one, get one 50% off” 😉

POLSKA.

Wygląda na to, że transakcja jest wiązana. Dożywotni abonament w NFZ masz za darmo, ale jest inna cena, jaką musisz za niego zapłacić: czasem kolejki, opryskliwość personelu, czasem jedno i drugie – w zależności od poziomu naszego pecha.

Kilka dni przed wylotem miałam umówione USG na NFZ (czekałam miesiąc), na konkretną godzinę. Przyszłam. Po godzinie udało mi się zarejestrować. Proste to nie było, bo okazało się, że zamiast na ginekologii powinnam to zrobić, o ja głupia, na chirurgii plastycznej. Dostałam numerek, który został wywołany…sześć godzin później. I tak uznałam się za szczęściarę, bo miałam miejsce siedzące, a inne ciężarówki, które przyszły przezornie wcześniej, grały w gorące krzesła 🙂

Ale! Te same ciężarówki mogą spać spokojnie. Tzn. mogłyby, gdyby “ciąża” i “spać spokojnie” się wzajemnie nie wykluczały. Bo niezależnie od porodowego scenariusza, NFZ ogarnie.

 

Główna różnica polega na emocjach. W USA są one po usłudze – w oczekiwaniu na rachunek. W Polsce – podczas usługi, skąd pochodzą setki opowieści pełnych grozy, których lepiej nie czytać, jeśli nie chce się oblać zimnym potem. Na szczęście jest u nas pełno fantastycznych lekarzy, którzy OK – przyjmują zwykle prywatnie, ale przyznaj, że w cenach mocno promocyjnych porównując z USA.

W kategorii ZDROWIE: INCREDIBLE EXPERIENCE wygrywa USA. W kategorii ZDROWIE: MOŻESZ SPAĆ SPOKOJNIE wygrywa Polska.

RUNDA 3: RODZICIELSTWO. 

Zabrzmiało poważnie! Przelećmy ten punkt lekkim krokiem.

USA.

Aaaach, więc jesteś w ciąży? No i?

Tak, dobrze widzisz, kolejek dla ciężarnych tutaj brak. I tak, też dobrze widzisz, nikt Cię w tej kolejce nie przepuści. Za to jest szansa, że uśmiechną się, pogratulują i zapytają o imiona 😉

Zwolnienie lekarskie z powodu ciąży? Ale…co masz na myśli?

Pracujesz do happy endu. Gdy masz dość – od czego jest urlop? Jeśli pracodawca jest łaskawy, zgodzi się na dodatkowe, bezpłatne dni i proszę: masz już 3 tygodnie byczenia się, jak nic.

Urodziłaś? Gratulacje! I…carpe diem, bo przy najlepszych wiatrach zostało Ci 6-8 tygodni, żeby zapełnić Iphone’a niemowlęcymi fotkami. Czas do pracy, żeby zarobić na okrutnie drogi żłobek. W końcu zaklepałaś w nim już miejsce, gdy tylko wróżka przewidziała, że będziesz w ciąży i uffff – ledwie zdążyłaś!

POLSKA.

Zacznijmy tak samo, od tego stania w kolejce. Pełno jest miejsc, gdzie możesz z triumfem wyprzedzić wężyk oczekujących, bo każde dziecko wie, że lokomotywa zawsze powinna być na przedzie. Co tam kolejka do lekarza. W takim np. Rossmannie – to dopiero wyróżnienie!

Jeśli specjalnej kasy brak – panowie i młodzież muszą się natrudzić. Ileż to trzeba czasem włożyć wysiłku, żeby udawać, że się nie widzi ciężarnej za swoimi plecami! Nawet, jeśli rzuca na takich oto gentlemanów ewidentny cień…

Dalej.

Jeśli coś się dzieje (a bywa i, że nic…) możesz spędzić na zwolnieniu lekarskim 9 okrągłych miesięcy, dostając okrągłą sumę pieniędzy. Po tym wszystkim masz luksus. Inaczej się tego nazwać nie da: 12 miesięcy w przypadku jednego dziecka, 15 w przypadku dwójki. Gdy widzę psioczenie na forach, bo 500+ opóźnione, to…zapraszam do USA, po zimny prysznic.

Gdy mówię o przywilejach polskich matek, zwykle widzę na twarzy konsternację, a potem pada podobne pytanie: czy aby na pewno miałam na myśli DWANAŚCIE i PIĘTNAŚCIE MIESIĘCY?

W kategorii RODZICIELSTWO: AMERICAN DREAM wygrywa Polska. Totalny nokaut!

RUNDA 5. POGODA. 

USA. 

Jako, że biorę pod lupę tylko Kolorado: jest pięknie. Doświadczenie podwójnie mocne. Raz, że NAPRAWDĘ jest pięknie, a dwa: wszyscy mówią, że jest pięknie.

Minęło 2,5 miesiąca, były dzikie wiatry, nawały śniegu, mrozy do -15 odczuwalne dla mnie jak -30, palące słońce, które w moment wysusza skórę i usta. Deszcz padał na razie pięć minut. I…przez te 2,5 miesiąca jedyne, niewdzięczne narzekania odnośnie aury usłyszałam z własnych, męża albo Nadii ust 🙂

To obłęd, jak wiele zmienia słońce. Co drugi dzień tłumaczę małej, że jest zima i naprawdę nie może jeszcze wskoczyć do tego basenu.

Tak, wiem kochanie, że dzieci pływają. Ale dzisiaj jest 5 stopni. I nie wygląda, ale to naprawdę wciąż jest zima 🙂

POLSKA.

Pogoda to nasz narodowy konik, prawda? 🙂 Też mam to we krwi. Ustawiłam polską prognozę, ale usunęłam – wystarczy wejść na kilka minut na FB i przescrollować walla, a mam dwa w jednym: i ploteczki i pogodowe wieści.

Przysięgam, że pracuję nad tym, jak przemycić to polskie słońce w bagażu powrotnym do PL. Wszelkie pomysły przyjmuję mailowo!

W kategorii POGODA wygrywa Kolorado, USA. Kompletny nokaut i jawna niesprawiedliwość.

 

I tak by można jeszcze ciągnąć:

RUNDA 6. JEDZENIE.

W kategorii ORGANIC wygrywa USA. Muszę sprawdzić, ale obstawiam że nawet papier toaletowy mają w takiej wersji.

W kategorii ACH TEN GLUTEN wygrywa Polska. Tu po prostu nie ma dobrego chleba. Jeśli skrycie marzy Ci się piekarnia, bukuj bilet. Masz duże szanse na wpadnięcie na listę Fortune 500.

RUNDA 7. CENY.

W kategorii FURA I KOMÓRA wygrywa USA. Za równowartość tygodniowych, jedzeniowych zakupów kupisz wysokiej klasy TV. A auto? Po co jeździć maluchem, skoro używany pick-up wychodzi niewiele drożej.

W kategorii PRZYPRAWY wygrywa nokautem Polska. Liście laurowe za ok. 30 PLN to nie żart, to promocja.

RUNDA 8. WIDOKI.

W kategorii JEST PIĘKNIE, ALE WSZĘDZIE DALEKO SIĘ JEDZIE wygrywa USA. Bez auta ciężko, za to ruch płynny, autostrady szybkie, a w oznaczeniach połapie się nawet lamer w orientacji w terenie (ja).

W kategorii JEST PIĘKNIE, ALE WSZĘDZIE DŁUGO SIĘ JEDZIE wygrywa Polska. Bo tego, co się dzieje na polskich drogach to nikt nam nie zabierze i call me crazy, ale bywa, że tęsknię za tymi emocjami, trąbieniem na siebie, wyprzedzaniem lub kontemplacją życia w korkach po horyzont.

…można by długo, ale tasiemca jak w Dynastii to my nie chcemy. Choć każdy ukradkiem oglądał. A oni z Kolorado byli, tak w ogóle…! Idę już.

Kto wygrywa cały pojedynek? A bo ja wiem, pomóżcie. Ja tu tylko uprzejmie donoszę. Czy na sali jest sędzia? W amerykańskich filmach doktor zwykle jest.

Have a good one! Wasza N.

 

Tekst jest częścią cyklu Kolory Colorado o życiu w USA moimi subiektywnymi oczami. 

 

3 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Commentaires


bottom of page