top of page

WYSZŁAM ZA CIEBIE, WYSZŁAM Z SIEBIE

Wstępu nie będzie. Chodźcie czytać!

1. Krzywy chodnik trzęsie dzwonkiem od roweru. Brudne gołębie uciekają spod kół. Ścieżka leci w dół, prosto na nocne światła rynku. Szybkie powietrze targa jej włosy mając gdzieś, że były gładko ułożone.

Szarooka brunetka w szarej sukience jedzie sobie na rowerze i myśli:

Zapamiętać! Na rowerze i w rozpuszczonych kłakach to się dobrze wygląda w katalogu! I jeszcze: na rowerze i w sukience to się dobrze wygląda, ale na reklamie! A jak już, geniuszu, jedziesz na składaku, w kiecce i z górki, to chociaż machnij na rzęsiska tusz wodoodporny innym razem… Bo gdy dotrzesz do tej knajpy, gdzie on czeka od godziny, to nie będziesz się zakradać do łazienki na makijaż, mowy nie ma. Wyłapałby. Zobaczył. I za dużo pomyślał, że się dla niego tak stroiłaś, a tak ABSOLUTNIE być nie może! Z pubów w centrum miasta wylewa się śmiech, a w środku przelewa się piwo. Jest i nasza brunetka, wypada z impetem zza rogu kamienicy. Hamuje w ostatniej chwili, łapie na szybko oddech, rozgląda na boki i w kilku ruchach przeczesuje szczotką nastroszone włosy. Przybiera obojętną minę, obciąga sukienkę (krótką trochę) i idzie prosto do baru. Prosi barmana o drinka kwaśnego i najlepszego, jaki umie zrobić. Popisówę taką. A potem go sączy, choć najchętniej wypiłaby całość na raz. Przebija się powoli przez piątkowy, pubowy tłum. Szuka tych poczochranych włosów, tego chłopaka, który dzwonił: „jestem w twoim mieście, może przyjdziesz?”

Dziwne. Chociaż w knajpie ciemno, choć jego oczy ciemne, to od razu się w tym mroku wyróżniają. Łyk drinka. Ale kwasota. Spojrzenie kontrolne na dwór. Rower stoi, nieprzypięty, oby nikt nie zakosił, bo zesłał jej go sam ANIOŁ (coś na inną historię 😉 ). Dziewczyna idzie w stronę chłopaka. Chłopak w stronę dziewczyny. Piwo i drink. Spodnie i sukienka. Nieuczesany i (już) uczesana. Teraz: chłopak i dziewczyna. Za 3 lata: mąż i żona.

Spróbujcie im to tylko powiedzieć.. Obśmieją, zaprzeczą. On powie, że małżeństwa nie planuje, ona oświadczy, że dzieci to tym bardziej, mowy nie ma.

2. Pociąg jedzie nad morze i cud, że nie pęka w szwach. Na każdej stacji ktoś otwiera z trudem drzwi, a do środka ładują się pasażerowie. – Nie ma miejsca!! – Ale ja mam bilet!! I tak się cisną kolejni i kolejni.

Dziewczyna stoi w trampkach i w podłym ścisku. Jest letnia, późna noc. Wielkopolska. Potem Śląsk, a dalej w górę, nad morze, ale ona nad to morze dziś nie jedzie. Stoi, bo usiąść się nie da nawet na podłodze. Plecak ma między nogami, po babsku wypchany. Droga, choć długa, się nie dłuży, bo turyści prześcigają się w udanych tekstach. Kolkę już ma ze śmiechu. Ktoś otwiera drzwi łazienki, a tam rower, jakiś facet i pies. Nad morze jadą.

W końcu pociąg staje na jej stacji gdzieś na Jurze. Osiłek z korytarza wypycha drzwi, które się, jak to w TLK, przycinają. Dziewczyna zeskakuje na peron. Rozbawiona macha do ściśniętych pasażerów. Sardynki w drodze nad morze. A potem odwraca się i widzi na pustej stacji tego poczochrańca, który już na nią czekał, żeby odebrać, wręczyć orzeszki w papryce i wyciągnąć na nocny marsz pod górkę po jurajskich ścieżkach prosto na miejscówkę przykrytą gęstymi drzewami i ciemnością.

Taka ciemność jest tylko w tajnych miejscach. Gwiazdy ledwie się mieszczą na niebie, tak ich dużo. Nie to, co w mieście. Ognisko się pali, otoczone przez namioty. Sami nieznajomi. Napoczęte wino stoi przy gitarze. Jutro będzie wspinaczka, a teraz tylko noc do rana i to taka, w którą się śpiewa, gada o bzdurach i straszy lisami, co się czają tuż za plecami. Teraz: chłopak i dziewczyna. Za 2 lata: mąż i żona.

3. Rok później lecą na wakacje i na zmianę czytają w samolocie jedną książkę, bo tak wciąga. – Ejjjj, teraz moja kolej. Zabili ją?! Nie, nie mów! Na miejscu nic nie muszą. Robią z czasem, co chcą. Rano jeżdżą pod prąd wąskimi, greckimi uliczkami na skuterze z liną na plecach. W południe grzeje i wspinaczki się odechciewa, więc zjeżdżają na plażę. On w cieniu z tabletem, ona z książką, a gdy tylko wyschnie z wody, znów do niej biegnie panikując, że już jej z tego ciepła słabo. Morze piecze, gdy sól włazi w poranione palce. Kłócą się jak zwykle, czyli dużo.

Kufle na piwo trzymają tu w lodówkach. Pomidory genialnie rozpływają się w ustach. Pszczół dużo, ule powtykane między skały. Najczęstsze dźwięki dnia: dzwonki uwieszone na szyjach górskich kozic. Dźwięki nocy: cykady, multikulti rozmowy, no i zorba. Wieczorami zamawiają w knajpie wino, gratis dostają kolejne i starcza w sam raz, żeby omówić wszystkie, głównie bzdurne, tematy świata. Złoto-złoty pierścionek zaręczynowy jechał z Polski do Grecji w walizce, teraz z Grecji do Polski na jej palcu. Wakacje miał udane. Nurkował w słonym morzu i zbierał jej zachwyty, jak genialnie wygląda metr pod wodą.

A w walizce, zamiast pudełka z pierścionkiem, jedzie pozytywka za 1 euro. Z osłem. Jak się korbką pokręci, to gra zorbę.

4. Zima. Noc. -Zagraj na pozytywce – mówi ta nasza brunetka. A mówi to często, bo to taki rytuał. Chłopak kręci. Wakacje uciekają z pozytywki jak dżin z lampy. Ich dziecko ma jakieś trzy miesiące, urodzi się za sześć i lubi zorbę.

5. Dwa lata później 

– Zabić się można o te twoje buty, błagam, chowaj je po ludzku, do szafy… – Kto usypia, ty czy ja? – Zakupy by trzeba było zrobić, nie chce mi się… – Co za bajzel!! – Pranie złóż, chociaż swoje… – Nie mam siły. – Nie mam dziś coś humoru. – …..!!! – Ehhhh… – ……?

Dziewczyna i chłopak – narzeczona i narzeczony – mąż i żona – mama i tata.

Filmowo jest fajniej. Filmowo może być też po ślubie.

Pokłóciłam się dziś z moim poczochranym mężem i pisałam to wściekła jak ta osa. Podziałało.

Wyszłam dla Ciebie w tej kiecce i przyjechałam do knajpy rowerem.

Wyszłam za Ciebie.

I wyszłam z siebie, setki razy.

A to przecież dalej MY. Zołza i poczochraniec…

2 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

WYSZŁAM NA MIASTO, a tam życie

….w pępku Wwy. Sobie tętni. Idę środkiem, jak w bańce, jak w bajce, niewidzialna. Adidasy nie brzmią na tym zgrzanym chodniku, jak powinny, nie ma stuk-stuk-stukstukstuk. W tej trattorii na rogu włosk

ROZWAŻNA CZY ODWAŻNA? List do dziewczynek.

Wsunęła stopy w buty i poleciała nosem prosto w dywan. – Mamo! Są złączone, złączone, złą…… – rozpacz razy milion. Wybiegłam jak z kadru słabej komedii, z nożyczkami w jednej ręce, tuszem w drugiej.

Comments


bottom of page