top of page

START Z DZIECKIEM W WÓZKU – pigułka

Biegi uliczne to poplątanie z pomieszaniem. Czołówka wystrzeli jak z rakiety. Za nimi wystartują ambitni amatorzy (i debiutanci, którzy lada moment padną od zbyt szybkiego tempa). Będą ci, którzy biegają dla czystej przyjemności, bez ciśnienia o niskie cyferki. I happeningowcy – przebrani za postaci z bajek, półnadzy, z rekwizytami, słowem czymkolwiek, co skutecznie może bieganie utrudnić. A gdzieś między nich wplątują się też biegacze z potomstwem w wózku. Bo w końcu nikt nie mówił, że będzie łatwo…

Start z dzieckiem w wózku w biegu ulicznym. Czy to ma sens? Jeśli TAK, to: Jak się do tego przygotować? Jeśli wiesz, to: Jak biec, żeby dobiec?

To lecimy…

PO CO STARTOWAĆ Z DZIECKIEM?

Patrząc z boku, start z wózkiem może wyglądać na pomysł FATALNY. a) będzie ciężko b) dziecko jest nieprzewidywalne c) szczerze: po co Ci to?!

Na to pytanie znają odpowiedź tylko ci, którzy biegania z dzieckiem faktycznie spróbowali.

Wspólne treningi budują pewną przedziwną więź.


 za moment ruszamy w trasę – 21km po Białymstoku 🙂


Różne są pewnie historie. Mnie akurat wózek biegowy wybawił – od deficytu czasu na to, co kocham i pewnej monotonii. Małej z kolei pomagał zasnąć, co w domu przychodziło jej ciężko i było okupione łzami.

I mając tę więź bieg uliczny staje się taką naturalną koleją rzeczy, urozmaiceniem. Większość z biegających chce w pewnym momencie gdzieś wystartować. Przy bieganiu z wózkiem mechanizm jest taki sam.

Dodatkowe powody:

1. Masz ochotę się sprawdzić. Wiadome, będzie ciężej. 2. Potrzebujesz nowości. 3. Masz starsze dzieci, które mogą potraktować taki bieg jak wycieczkę 4. Chcesz pobiec z partnerem, a nie masz z kim zostawić dziecka (lub nie chcesz tego robić) 5. Po prostu sprawia Ci to przyjemność, a maluch nie ma nic przeciwko lub wręcz się cieszy

PRZED STARTEM

Zanim zacznę się rozwodzić, uciekam do konkretów:

1. Wybierz bieg. O tym, żeby dobrze dobrać dystans nie ma się nawet co rozpisywać. W grę wchodzi nie tylko Twoja forma, ale też preferencje malucha. Był czas, że moja mała wytrzymywała max. 6km. Równiutko. Po 6km była ewakuacja, bez szans na negocjacje 🙂

2. Sprawdź trasę. Nie każde dziecko będzie zachwycone podskakiwaniem w wózku podczas przełajów. Gładki asfalt jest bezpieczniejszy, choć niektóre maluchy mogą mieć problem, żeby wtedy zasnąć. Musisz to wyczuć.


  przed maratonem – czysta euforia 🙂


3. Sprawdź szczegóły organizacyjne. Głównie godzinę startu. Jeśli Twoje dziecko to nieprzewidywalne żywe srebro nie ryzykuj i celuj w drzemkę (lub pakuj wór chrupków). Start wypada o innej porze? Na to też są sposoby. U nas czasem działała butelka mleka przed i mocne bujanie. Tym razem mam zamiar zafundować małej naprawdę intensywny dzień przed biegiem z nadzieją, że zaśnie wcześniej, niż zwykle.

4. Zapytaj organizatora o pozwolenie na start. Podczas największych imprez lepiej to sprawdzić. Za granicą są biegi, gdzie wózek zupełnie odpada. W Polsce co organizator, to inna polityka. Przy mniejszych, lokalnych biegach zazwyczaj nie jest to żaden problem.

5. Przygotuj się.

a) Plan B. Co zrobisz, jeśli dziecko nie będzie miało ochoty na bieg? Opracuj wyjście awaryjne na wypadek, gdyby maluch zmienił zdanie w połowie trasy. Przy dłuższych dystansach daję mojemu mężowi mapę biegu i proszę, żeby miał ze sobą komórkę. Nigdy nic na siłę, protest oznacza dla mnie koniec biegu.

b) Wózek. Rzecz jest oczywista. Kolejny raz odradzam bieganie ze zwykłą gondolą/spacerówką. Im dłuższy dystans, tym lepiej sprawdzi się wózek ze sztywnym przednim kołem. Im lżejszy, tym szybszy.

c) Akcesoria. Zazwyczaj człowiek bierze do biegania jak najmniej. Mając ze sobą wózek aż kusi, żeby poszaleć i załadować kilka rzeczy „na wszelki wypadek”. Tylko, że to bieg a nie powrót z zakupów w Biedronce i wypadałoby zadbać o względną dynamikę 🙂 Polecam zabrać: napoje, przekąski (tylko z gatunku bezpiecznych! Rodzynki czy kukurydziane chrupki – OK, ale już jabłka bym nie ryzykowała), chusteczki, ew. ekwipunek do przebierania, coś do ubrania dla dziecka, jeśli pogoda szaleje, ew. kocyk/rękawiczki/czapka/chustka, wszystko zależy od warunków. Pamiętaj, że dziecku jest dużo chłodniej niż Tobie – siedzi bez ruchu, narażone na podmuchy wiatru. W takiej sytuacji najważniejsze jest wierzchnie okrycie. Latem polecam cienką bambusową pieluszkę, która odbija promienie UV. Z kolei w gorszą pogodę sprawdzi się porządne okrycie. Ciekawą i praktyczną opcją jest cienki śpiworek-softshell CoverOver. Nie zsuwa się, szczelnie otula dziecko, chroni przed wiatrem. Na dodatek ma opcję wysunięcia brudnych butów lub rączek przez specjalne otwory. Więcej o CoverOver napiszę już lada dzień 🙂

Zapomniałabym –  weź telefon. Koniecznie!

d) Plan działania. Musisz się wspiąć na wyżyny organizacji. Wies z doskonale, ile potrafi zająć wyjście z domu w towarzystwie takiego bąbla. Wiesz, że cokolwiek nie zaplanujesz w czasie, musisz to pomnożyć razy dwa. I wiesz, że ZAWSZE wydarzy się coś, na co nie wpadłbyś nawet przy planowaniu z rocznym wyprzedzeniem.

PODCZAS BIEGU

1. Wybierz, skąd zaczniesz. Nie ma jednego dobrego wyjścia. Na naszym

największym biegu, gdzie było z 7 000 osób ustawiłam się z wózkiem na samym końcu. Trasa miała mało zakrętów, wygodnie się wyprzedzało. Tak samo zrobiłam przy 25km Nightskatingu. Przy mniejszych biegach ustawiałam się „jak zwykle”.

2. Uważaj. Od początku do samego końca. Biegnąc z wózkiem nie możesz „odpłynąć”, jak podczas samotnego startu. Musisz zachować czujność, nie warto się pchać (np. do punktu z wodą – lepiej podbiec do dalszego punktu niż zostać stratowanym przez spragniony tłum, a już w ogóle najlepiej jest wziąć ze sobą butlę do wózka i omijać wodopoje). Wózek nie jest typowym „obiektem” na trasie, jeśli już z nim startujesz, musisz dbać o bezpieczeństwo – zarówno jego pasażera, jak i innych biegaczy.


na trasie Półmaratonu Praskiego w 32 stopniowym upale


3. Nawadniaj się. Zwłaszcza, jeśli zamarzyło Ci się pokonać dystans dłuższy niż 5/10km. Pchanie przed sobą 20 lub więcej kg kosztuje Cię nieco wysiłku. Tankuj regularnie! Jeśli to półmaraton lub maraton, zdecydowanie pomyśl o żelu / żelach.

4. Rozłóż dobrze siły. Standardowa zasada, żeby nie rwać za bardzo do przodu jest tutaj podwójnie zasadna. Jeszcze zdążysz się zmęczyć. Wpadnij w rytm, zawsze można przyspieszyć. Nie daj się zajechać 🙂 Zwłaszcza, że na mecie Twój współbiegacz będzie chciał szaleć, wypoczęty po miłej wycieczce, i ręczę, że nie zrozumie Twojego zmęczenia 🙂

5. Chłoń atmosferę. Będąc na trasie z dzieckiem zbiera się mnóstwo miłych komentarzy i odpowiada się na mniej lub bardziej ciekawskie pytania. Łap każdy uśmiech kibiców i innych biegaczy – w końcu robisz TO dla przyjemności i miło, że oni też to widzą 🙂 Pamiętam dobrze dwóch panów na rowerach, którzy na trasie półmaratonu złapali mnie w pięciu różnych miejscach krzycząc: „dawaj, mamuśka” 😀

Start z dzieckiem w wózku ma dwie strony medalu.

Jedna to konieczność dodatkowego wysiłku, niepewność, czy to się w ogóle uda, mnóstwo niuansów organizacyjnych.

Ale najważniejsza jest ta druga strona – satysfakcja, uczucie zrobienia czegoś  trochę nietypowego WSPÓLNIE, solidarnie, tak jak podczas treningów. I dla tego właśnie uczucia kończę pisanie, żeby wyczyścić koła oblepione leśną ściółką… 🙂

* Możliwe, że jutro nie pobiegniemy (piszę to noc przed naszym 2gim wspólnym półmaratonem 🙂 )


 wymowny obrazek, prawda? 🙂


Dziś lało większość dnia. Nie udało mi się zdobyć wózka typowo biegowego, na długie dystanse. Nie mam pojęcia, czy N. będzie wystarczająco zmęczona, by chcieć się przejechać. Dużo jest takich nie, nie, nie.

Na szczęście presja jest zerowa. Nawet, jeśli z wspólnego biegania będą nici, spędziliśmy dziś fantastyczny dzień na Podlasiu. Bociany!! Las!! Zające!! Zawody w wędkowaniu!! Ulewy! Agro! Cudnie tu. Mam ochotę spakować manatki i wynieść się na wieś 🙂

Lecę pohuśtać się trochę we wschodnim deszczu. Ahoj!

3 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page