top of page

NIE DAJ SIĘ ZAMKNĄĆ W KUCHNI!

…i nie mam tu na myśli kuchni z aneksem vs. wydzielonej. Życie jest za krótkie, żeby bunkrować się na kilku m2 między zlewem a piekarnikiem. Inna sprawa, jeśli to Twoja pasja (ożeń się ze mną!). Jeśli jednak nie łączy Cię z gotowaniem gorąca relacja, chodź. Pogadamy o tym, jak skrócić Wasze randki do minimum, żeby mieć czas na rzeczy, które serio lubisz. 

Jem zdrowo. Ale proszę, nie zawsze tak było. Głodówki, liczenie kcal, kompulsywne uczty, dukan, kapuściana, ważenie, notowanie, skrótem: zaliczyłam dietetyczne wszystko.

I choć książkami o odżywianiu mogłabym wytapetować osiedle…

PAŁA Z DIETETYCZNEJ MATMY

Nie wiem, jak Ty. Pociesz, jeśli masz tak samo. Zapamiętanie, ile witaminy K ma jarmuż i ile selenu powinnam jeść w ciąży to dla mnie kosmos na równi z przeklętym programowaniem w pythonie na studiach. Tylko nadludzie potrafią to zapamiętać, dodać i skomponować w jadalne danie. Ja odpadam i proszę o zasłużoną pałę.

W mądrych książkach szarżuje się liczbami, pierwiastkami i gramami. Wykuć to można (pythona za to ni-hu-hu), ale jeśli nie specjalizujemy się w klinicznej dietetyce, szkoda pary.

KUCHENNE REWOLUCJE

5 posiłków dziennie plus okołotreningowe, sprzątanie jak pod test białej rękawiczki, wydawka, modyfikacje dla dziecka, przysypianie nad książką kucharską, pielgrzymki do marketu. Oł noł. Co by tu można zrewolucjonizować, zanim padniemy wyczerpani na kuchennym froncie?

MISJA: SZYBKO I ZDROWO

TAKTYKA 1. Rób to rzadziej.

Zbyt częste pielgrzymki do sklepu to ryzyko dla zawartości portfela i, co gorsza, długości Twojego wieczornego czytania w wannie. Doby nie rozciągniesz, choć wiem, że wciąż próbujesz.

U mnie sprawdza się system tygodniowy. Zaszywam się w excelu i:

  1. patrzę, co zostało jeszcze w lodówce

  2. w gotowym formacie wpisuję menu na 7 dni

  3. przekuwam to na listę zakupów w podziale na kategorie (typu warzywa/ziarna/nabiał/itd.) lub używam aplikacji Listonic

Z taką listą wybywam sama, posyłam męża lub jedziemy całą ferajną – wtedy robi się lekka przeprawa, bo szukamy nie tylko produktów, ale też naszego dziecka. Przecież sekundę temu jeszcze tu była!

Dobre są też zakupy online. Wybór zwykle mniejszy i cena nieco wyższa, ale miły pan wnoszący Ci te toboły do mieszkania – bezcenny.

Zapomniałabym!

MENU: grafika | excel LISTA ZAKUPÓW: grafika | excel

podgląd:


TAKTYKA 2. Ułóż zasady.

Dzięki nim szybko skleisz menu, a to Twoja baza. Nawet, jeśli w tygodniu dokupisz lody czy czekoladę, świat się nie zawali (sprawdziłam), tyłek nie urośnie, a tempo nie zmaleje. Ważne, że lodówkę masz pełną zdrowia, a w excelu gotowe pomysły, jak to wszystko skomponować w dania.

Opowiem o zasadach na moim przykładzie – nie dlatego, że taki wypieszczony, ale innym do garnka nie zaglądam. I tak:

  1. obiady gotuję zwykle na dwa dni

  2. 2 x w tygodniu jemy ryby

  3. 2 x w tygodniu – strączki

  4. 3-4 razy w tygodniu jajka (ugotowane, sadzone, w omletach, jajecznicy, w placuszkach)

  5. warzywa dobieram kolorami – lepiej jeść kilka różnych kolorów papryki, choć i tak każdy wie, że czerwona jest najpyszniejsza 😉

  6. śniadania jemy na zmianę: na słodko i słono

  7. posiłki robię tak, żeby miały węgle + tłuszcze + białka. Przykład: jeśli śniadanie, to owsianka (węgle) + mleko roślinne/jogurt (białko) + orzechy/pestki (tłuszcze). Jeśli na kolację jest chleb, to z awokado/oliwą i warzywami

  8. do prawie każdego posiłku jemy warzywa, jak nie mam weny na sałatkę, kroję je w słupki i podaję same lub z hummusem/oliwą

  9. w dni treningowe jem trochę inaczej i oczywiście więcej. Przed treningiem: same lekkie węglowodany (owoc/wafle kukurydziane czy jaglane/krem z daktyli/miód itp) Po treningu: do ok. 30-40min. po min. węglowodany i białka

  10. nie gotuję wg nieznanych, czasochłonnych przepisów w tygodniu – zostawiam je sobie na weekend

  11. zawsze mam w domu coś na “ochotę na słodkie” – miód, daktyle, pełno owocow, home-made granolę, gorzką czekoladę albo dowolne szybkie, domowe ciasteczka/muffinki/ciasto

  12. trzymam też zapas suchych produktów typu kasze, ziarna, różne rodzaje ryżu, pestki, wybór mąk, suszone owoce

  13. mała je tak, jak my z małymi wyjątkami, bo niektórych rzeczy po prostu nie zdzierży. Od 6 msca życia była na BLW, dzięki temu je dużo warzyw, a na dodatek od nich zwykle zaczyna 😉 i daje mi to całkiem bogaty repertuar zdrowych i szybkich przekąsek (jogurt naturalny z owocami, pestki, orzechy, koktajle etc.)

Jest tego więcej, ale ustaliliśmy, że nie grzeszymy nadmiarem czasu, lecimy!

TAKTYKA 3. Rozkład jazdy.

Przepisy. O ile nie masz zadatków na masterchefa ani smykałki do wymyślania czegoś z niczego, potrzebne Ci wsparcie.

Zakładam, że nie codziennie chcesz się wspinać na kulinarny everest, więc skracaj, gdzie się da i upraszczaj, gdzie to możliwe.

Korzystam z:

  1. Google – mam ochotę na dynię i mleczko kokosowe w szafce, wpisuję “curry dyniowe” i wybieram z dowolnej stronki/bloga. Zwykle nie lecę 1:1, traktuję jako inspirację. Idzie szybciej, gdy z brudnymi rękami, nie trzeba co drugą czynność scrollować ekranu

  2. Ania Lewandowska – często okrajam z produktów dostępnych tylko w jej sklepie lub eko-marketach

  3. Jadłonomia – wegański raj nie tylko dla wegan

  4. ErVegan – pyszne, roślinne, mnóstwo inspiracji zwłaszcza na słodkie

  5. Kwestia Smaku – tu serio jest wszystko i zwykle też patrzę kierunkowo, nie aptekarsko 1:1

  6. Ania Starmach – ma kilka książek i program (np. na TVN Player) o gotowaniu w 25 minut, ale często je modyfikuję, bo bywają zbyt “polskie” – bogate w kalorie 🙂

Wiem, że pełno jest teraz genialnych kulinarnych blogów, ale przytłacza mnie ich ilość. Do czytania wybieram inne. Google i tak pomaga mi do wielu z nich zawędrować.

TAKTYKA 4. Aplikacje.

Tajna broń w kuchennej batalii. To, co wrzucisz do aplikacji, możesz wyrzucić z głowy, a założę się, że i tak Twój mózg błaga Cię czasem o litość i włącza syrenę alarmową: system przepchany!

  1. Fooder – świetny agregator przepisów z sieci. Zakładasz konto, kolekcjonujesz jednym kliknięciem perełki z neta, dzielisz na kategorie, synchronizujesz z telefonem


  1. Listonic – błyskawiczna lista zakupów. Możesz jednym kliknięciem udostępnić mężowi, tylko pamiętaj, żeby dodawać ilości – “indyk” to dla niego za mało informacji, chyba że chcesz dostać cały udziec 🙂

  1. Feedly – Twoja prywatna prasówka. Wybierasz blogi/strony, które Cię interesują i jesteś na bieżąco. Oszczędzasz czas na przekopywaniu całego neta. Możesz tu dodać ulubione serwisy kulinarne. Ja akurat nie mam 😉


  1.  Aplikacja Diet by Ann – był czas, że z niej korzystałam i sobie chwaliłam. Abonament jest niedrogi, a dostajesz dobrze skomponowane menu z opcją alternatywnych dań, dopasowanie do treningów, szybko wygenerujesz listę zakupów per kategoria.

TAKTYKA 5. Wspomagacze.

Coś na deser. Właśnie też taki jem – czekoladowy, domowy pudding, mmm.

Są jeszcze cztery opcje, żeby skrócić czas tańcząc za garnkami:

Sprzęt. Od bardzo niedawna mam Thermomix, więc trwa faza testów, ale już rozumiem, skąd ten ogólny zachwyt. Są też tańsze alternatywy, które podobno również dają radę, wypuszcza je też raz na jakiś czas Lidl/Biedronka.

Dieta pudełkowa. Jeśli jest naprawdę ciężko, możesz spróbować. Ja miałam trzy różne i każda po średnio miesiącu wychodziła mi już uszami. Oszczedność dla portfela żadna, ale dla czasu – petarda.

Mąż/żona/partner itd. Jeśli mieszkasz z kimś, kto kocha gotowanie, jesteś szczęściarzem i nawet mnie nie denerwuj! W opcji b, niestety statystycznie częstszej, pozostaje Ci motywowanie swojej połówki do skromnego udziału w kuchennej zmianie. Pamiętaj, żeby potem BARDZO i PRZEKONUJĄCO pochwalić niebywałe walory smakowe i włożony wysiłek.

TY. Bo skoro królujesz w kuchni, rób to na swoich zasadach. Starania są ważne, ale poświęcanie w imię dwóch dań i menu, od którego opada szczęka – już niekoniecznie. Dziecko potrafi się aktorsko skrzywić, nawet nie próbując, mąż, jeśli głodny i Cię kocha, zje wszystko. Daj sobie ten margines na niedoskonałość.

Koniec końców i tak można zadzwonić po sushi 🙂

4 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

WYSZŁAM NA MIASTO, a tam życie

….w pępku Wwy. Sobie tętni. Idę środkiem, jak w bańce, jak w bajce, niewidzialna. Adidasy nie brzmią na tym zgrzanym chodniku, jak powinny, nie ma stuk-stuk-stukstukstuk. W tej trattorii na rogu włosk

Comments


bottom of page