top of page

KRÓLOWA LEW czyli o dziecięcej odwadze

Tak bardzo chciałam, żeby to była dziewczynka, że aż myślałam o niej wciąż…jak o chłopczyku. Zodiakalny Lew. Leo. Może nawet i Leon, chociaż Tata Wymiata kręcił na to imię nosem. Ale na inne też kręcił, bo miał męskie przeczucie, że to Lwiątko jest tak naprawdę dziewczynką i że w końcu będzie musiał ogarnąć tę trudną sztukę plecenia warkoczyków 🙂

Jeszcze nie zdążyły mi przejść mdłości 1 trymestru, a już wizualizowałam sobie rozmowę z kumatym 3latkiem. W tych planach byłam cierpliwą (haha), opanowaną (…) i spokojną (dobre sobie) mamą. I tłumaczyłam swojemu synkowi, że strach go nie dotyczy, bo urodził się odważny, a na dowód ma swoje imię i swój znak zodiaku, o.

Jak na prawdziwą mamę Lwa przystało, z dnia na dzień zmieniłam się z para-wegetarianki w mięsożercę, wprawiając tym samym w zachwyt moją drugą, mocno mięsożerną, połówkę. „To pewnie mały znów chce”. W końcu babcine teorie z kosmosu się nie biorą, nie? Jesz mięso? No, to będzie chłopaczek.

Był sobie całe 3 miesiące, dopóki USG nie pokazało niczego w strategicznym miejscu. Mały Leo mieszkał tylko w mojej głowie, bo w brzuchu rosła N. Byłam zaskoczona tym, jak bardzo byłam zaskoczona. „A myślałam, że to chłopak!!” – powiedziałam doktorkowi. „Aha, czyli pani wie lepiej? No a jednak dziewczynka”.

Gdy chwilę później wracaliśmy do domu, minęliśmy McDonaldsa i, jakimś cudem, wcale nie ruszył mnie ani zapach (tłuszczu), ani fotka kotleta.

Dzień później BUM, dotarło do mnie i możliwe, że obdzwoniłam pół Polski z tym newsem 😀

Półtora roku później (czyt. wczoraj) przypomniał mi się ten dzień. Miałam bardzo ambitne i ą-ę macierzyńskie plany, a póki co działam krótkoterminowo. Uspokoić. Nakarmić. Uśpić. Zabawić. Ściągnąć z parapetu, zanim zrobi to grawitacja.

Myślę sobie: jeszcze jest mała. Niedługo zaczniemy ogarniać. Zajmiemy się Wychowaniem, a nie tylko Przetrwaniem. A czas robi swoje i leci. Lwica rządzi, a przynajmniej próbuje. Pokazuje pazurki. Walczy o terytorium (w tym nasze łóżko). Wymaga podziwu i tańczy, a gdy skończy się piosenka woła głośno: BŁAWOOO!! I każdemu z osobna prezentuje, jak się to bławo bije.

A gdzie ta odwaga, ja się pytam?

Kupiliśmy jej szczekającego pieska, że niby hit i dzieci kochają. N. na tydzień odpuściła włączanie i wyłączanie drukarki, bo postawiliśmy zabawkę tuż obok. Zdarza jej się przestraszyć, gdy ktoś kichnie. Ucieka przed pluszowym Małym Głodem. Gdy zobaczyła pierwszy raz żółwie wodne, zrobiła w tył zwrot i tyle ją widzieliśmy. W nocy płacze za każdym razem, gdy zorientuje się, że jest sama. Nie może być sama!

Ale…

W aquaparku lubi najbardziej te duże, „dorosłe” baseny. W dziecięcym tak nie chichocze. Możesz wyskoczyć z głośnym BU! zza rogu, a N. wybuchnie śmiechem. Żegna nas w żłobku wesołym „papaaa” i sama wchodzi odważnie do sali. Potrafi z upartym uśmiechem zaczepiać kogoś dorosłego nawet, gdy on ewidentnie ma to gdzieś. Szczepionki jej nie ruszają, bardziej płacze, jak się jej zabierze tusz do rzęs z ręki 😛 Gdy widzi wielkiego psa, biegnie do niego ze swoim „hołołoł” i z rączkami w górze.

Czy moje Lwiątko jest odważne tak, jak sobie zaplanowałam? Nie!!! Wszystko jest inaczej. Naiwna byłam. Miałam prawo, nie wiedziałam.

Nie jestem taką mamą, jaką sobie wyobrażałam na leniwych zajęciach ciążowej jogi. Zamiast oazy spokoju jestem tykającą bombą – w złym i dobrym tego słowa znaczeniu, choć pewnie częściej w złym.

Moja N. nie jest taka, jaką sobie wyobrażałam. Daleko jej do grzecznej laleczki w sukience i opasce z kwiatkiem. Zamiast tego mam słodziaka i łobuziaka, 2w1.

Czekam, tykam jak ta bomba i układam farmę z Duplo. Przestałam snuć precyzyjne plany. Tobie też radzę to samo, jeśli nie chcesz przeżyć macierzyńskiego szoku. Wyluzowałam, zobaczę sama chętnie co teraz będzie. Odważyłam się na…luz. Nie martwię się już głupotami. Przywykłam do tego, że wszystko kontroluję, a już nie mogę.

Wszystko w moich rękach: odważna mama z odważną córką. Pokażę jej, że żółwie można pogłaskać, a świat należy do tych, którzy się go nie boją 🙂 

P.S. Myślisz, ze Twoje dziecko jest odważne? Jakie chciał(a)byś, żeby było? 🙂

2 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

KOLORY COLORADO #11. Ciąża w USA.

Dziki Zachód czy american dream? Kolejna odsłona amerykańskiej rzeczywistości. Tym razem będzie lekko bezwstydnie, bo zabieram Was po gabinetach, szpitalach i, o zgrozo, do wnętrza koperty z rachunkie

留言


bottom of page